czwartek, 11 lipca 2013

Jak wyjść z filtra Google w 3 dni

Ostatnio coraz częściej można znaleźć artykuły poświęcone metodom na wyjście z filtra nałożonego przez Google. Do tych wpisów, które krok po kroku prezentują sposoby rozwiązania problemu jakim jest niewątpliwie "ręczna" kara od Googlarzy, dodam parę swoich spostrzeżeń. Bazując na konkretnej sytuacji.

Choć może się to wydać dziwne, od 2007-ego roku (wtedy rozpoczęłam pracę w branży SEO) ani jednej z administrowanych i pozycjonowanych przeze mnie stron nie zdarzyło się złapać filtra. Wynika to zapewne z mojego uporu w kwestii metod White Hat SEO, które może nie przynoszą szybkich i spektakularnych rezultatów, ale przynajmniej w dużym stopniu chronią przed przykrymi niespodziankami w postaci usunięcia strony z indeksu. Względnie przyłożenia jej kary na wybrane frazy. Z filtrem zetknęłam się pierwszy raz w tym roku, a w opisywanym w tym poście przykładzie - w tym tygodniu. I w zasadzie byłam na niego przygotowana.

Otóż niedawno przejęłam stronę, którą wcześniej "pozycjonowała" firma lubująca się w rozsiewaniu spamu. Gdy przeprowadziłam pierwszy audyt od razu wiedziałam, że filtr to kwestia czasu - tysiące kompletnie bezwartościowych linków, w dodatku z błędnym kodowaniem znaków w anchorach. Istna stajnia Augiasza. Zakasałam rękawy i zabrałam się do pracy, przeczesując ten gąszcz "toksycznych" linków i jednocześnie pozyskując odnośniki wartościowe, żeby powoli przywrócić równowagę w przyrodzie ;) Domeny do odstrzału skrzętnie i na bieżąco zgłaszałam przy użyciu narzędzia disavow i w ten sposób udało mi się usunąć 3/4 problematycznych odnośników zanim nadeszła wiadomość, jakiej nikt chyba nie chciałby otrzymać. Otóż Google poinformowało mnie, że na omawianej stronie odkryło nienaturalne linki i w związku z tym nałożyło na nią karę. Pokiwałam w duszy głową, składając sobie jednocześnie gratulacje, że za czyszczenie tego śmietnika zabrałam się odpowiednio wcześniej. W ciągu kilku godzin dopisałam pozostałe domeny do disavow.txt i natychmiast złożyłam odwołanie od decyzji Google. Z detalami opisałam sytuację, podając konkretne informacje:
  • przyznałam, że stronę otrzymałam pod opiekę niedawno i potwierdzam to, na co zwróciło uwagę Google - nienaturalne linki były;
  • podałam daty wgrywania poprzez Narzędzia Dla Webmasterów zaktualizowanych plików disavow.txt, w których przy każdej ich aktualizacji zwiększała się liczba domen "do skreślenia";
  • poinformowałam, że popieram działania mające na celu zniwelowanie problemu spamu w wyszukiwarkach i z tego też względu postarałam się, by moja reakcja w opisywanej sytuacji była możliwe jak najszybsza;
  • wskazałam, że wszystkie linki, które w mojej ocenie były nienaturalne i szkodliwe, są już zgłoszone poprzez disawov.txt, a pozostałe odnośniki kierujące do strony zostały pozyskane zgodnie ze standardami Google;
  • podziękowałam za wiadomość i poprosiłam o sprawdzenie czy moje działania były wystarczające do zdjęcia kary.
Wiedziałam, że na zdjęcie ręcznego filtra można poczekać około 2-3 tygodni, przeżyłam więc absolutne zaskoczenie, gdy odpowiedź od Google otrzymałam po 3 dniach. Nie tylko dowiedziałam się, że moje wyjaśnienie całkowicie przekonało "zespół odpowiedzialny za zwalczanie spamu", ale otrzymałam też informację, że całkowity powrót na utracone pozycje może chwilę potrwać. Dodatkowo Google zwróciło mi uwagę na fakt, że obecnie pracują nad ciągłym ulepszaniem algorytmu i wprowadzają setki zmian, przy ustalaniu pozycji biorąc pod uwagę około 200 czynników. Wahania pozycji mogą zatem mieć miejsce. Jeśli jednak strona będzie utrzymana w dobrej kondycji, nie powinno przytrafić się jej nic złego, a w razie wątpliwości czy problemów, zawsze mogę skorzystać z pomocy Google pod względem wymaganych przez nich standardów jakości.

Taką formułkę zapewne otrzymują wszyscy, którym udało się z filtra uciec i muszę przyznać, że została ona napisana w naprawdę fajny sposób, a moja niechęć do Google i marudzenie na ich opieszałość w działaniach, znacznie sklęsły w sobie. Okazuje się bowiem, że jednak trzymanie się wytycznych ma sens i nawet jeśli na efekty takiej pracy trzeba czekać dłużej, to o wiele łatwiej jest poradzić sobie w takich sytuacjach, jak ta.

A zatem kilka słów podsumowania

1. Nie chcesz wpaść w filtr?
  • nie pozyskuj śmieciowych odnośników;
  • jeśli jednak pozyskałeś je wcześniej, nie czekaj na wiadomość od Google - zacznij działać. Jeśli nienaturalnych linków pozyskałeś w pęczkach i nie dasz rady w ciągu jednego dnia uporać się ze wszystkimi, rozłóż sobie pracę na raty. Na bieżąco przesyłaj zaktualizowane pliki disavow.txt i notuj sobie, kiedy nimi Google uszczęśliwiałeś. Takie informacje mogą się przydać;
  • jednocześnie pozyskuj wartościowe odnośniki, o dużej różnorodności. Niech będą to anchory tekstowe (zdywersyfikowane), linki w obrazkach. Jeśli nie masz pewności jakich słów kluczowych używać, wykorzystaj narzędzie MajesticSEO - podpowie Ci ono, jak na chwilę obecną wygląda sytuacja.

2. Wpadłeś w filtr za nienaturalne odnośniki?
  • zanim się odwołasz od decyzji Google, skończ "czyszczenie stajni Augiasza";
  • wynotuj wszystkie informacje jakie mogą przydać się Google (skąd wzięły się nienaturalne linki - w moim przypadku "zadbała o nie" osoba trzecia, po której przejęłam stronę), co zrobiłeś w celu pozbycia się szkodliwych odnośników (tu warto wspomnieć o datach przesyłania kolejnych plików disavow.txt - udowodnisz, że podjąłeś działania jeszcze przed nałożeniem filtra; jeśli tak nie było - cóż, po prostu przeproś i obiecaj poprawę);
  • zaznacz, że w Twoim przekonaniu strona powinna spełniać już wszystkie wymagania Google. Podziękuj, za zwrócenie uwagi na fakt, że Twoja witryna ma problem i za przesłaną Ci informację.

3 komentarze:

  1. Wykorzystałem te uwagi i zdjęli wreszcie, była to trzecia próba i czekałem na odpowiedź niecały tydzień. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  2. BTW Ciekawe czy garść uprzejmości zwiększa szanse na pozytywne rozpatrzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego mam przepraszać największego spamera świata? ;) czy to pomoże że ich pocałuję w kolanko ?

    OdpowiedzUsuń