środa, 14 sierpnia 2013

Ile kosztują usługi SEO?

W komentarzach na blogu SEO na obcasach rozgorzała dyskusja o stawkach w naszej branży. Część komentujących, nie przebierając w słowach, zmieszała z błotem zaprezentowane we wpisie o "Czynnikach on-site" stawki traktujące o pozycjonowaniu, audycie, szkoleniach, zapleczach, konsultacjach, artykułach - słowem ceny wszystkiego, na czym w tej branży można zarobić.

Zastanawiam się tylko czy w ogóle istnieje coś takiego, co można by uznać za punkt odniesienia do cenników dla wszystkich pozycjonerów. Wątpię. Zbyt wiele czynników wchodzi tutaj w grę, zarówno po stronie Zleceniodawcy jak i Wykonawcy. Inaczej swoje usługi wyceniać będą np. osoby działające w małych firmach (do 5 osób), a inaczej duże agencje interaktywne (które muszą zarobić na opłacenie pracowników - duża liczba zleceń nie zawsze załatwia sprawę). Płaci się też za markę (wiadomo - im bardziej rozpoznawalna firma, tym więcej może sobie życzyć za usługi). Inaczej liczy się koszt promocji lokalnej knajpki na hasło "pub Tarchomin", a inaczej motoryzacyjnego sklepu internetowego na słowo "łańcuchy śniegowe". Dodatkowo każdy pozycjoner ma własne techniki pracy, a te także różnią się cenami. To, co jeden osiągnie wydając 200 złotych, drugi powtórzy połową tych środków, a trzeci będzie musiał jeszcze 100 zł dołożyć.

Istotny jest też czas. Osoby, które nie polegają wyłącznie na zautomatyzowanym działaniu (klik klik i już 100 wpisów poleciało do katalogów), poświęcają długie godziny na dobór stron, katalogów, pozyskiwanie linków, pisanie maili do portali pokrewnych tematycznie z prośbą o rozważenie umieszczenia odnośnika, budowanie zaplecza, które wygląda jak porządny serwis internetowy, a nie jak blog ze skopiowanymi z tysiąca mu podobnych tekstami.

Biorąc pod uwagę tak różne podejście do pracy, różne techniki, różnych Klientów i różnych pozycjonerów, stwierdzanie, że autorka SEO na obcasach ośmiesza się podając stawki i "psuje rynek" jest po prostu nie na miejscu. Dzięki takiej rozpiętości każdy z nas ma zajęcie, bo do każdego z nas trafi inny Klient z innymi potrzebami. Tę różnorodność powinniśmy doceniać, a nie piętnować, bez mała nakazując tym "psującym rynek" zabrania swoich zabawek i przeniesienia się do innej piaskownicy. Nie, to nie w tej branży. Dzięki różnorodności, łatwiej jest nam współpracować, a nie konkurować. Z ogromną przyjemnością nawiązałam nie jedną współpracę z firmą, której (jak nakazywałaby logika niektórych) powinnam życzyć jak najgorzej i traktować ją jak śmiertelne zagrożenie i potencjalnego wroga.

Ale wracając do tematu - wydaje mi się, że dopóki SEO istnieje i nie jesteśmy skazani na manipulowanie stawkami w AdWordsach, możemy sobie pozwolić na sporą dowolność cenową (byle opartą na zdrowym rozsądku). Póki nie szkodzimy innym (a nie sądzę, by istotnie podany przykład na SEO na obcasach miał doprowadzić do załamania rynku audytów stron), korzystajmy z tej dowolności. I nie podkładajmy sobie wzajemnie świń.

Utopia? Niekoniecznie.

3 komentarze:

  1. Dzięki za dopowiedzenie mojego artykułu :)
    Pozdrawiam!
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Po prostu podobnie postrzegam tę branżę ;)

      Usuń
  2. Wszystko zależy od tego, jakie kto ma cele zwiększając swoja widoczność w Internecie i dla jakiego typu firmy takiego rodzaju działania przeprowadzamy. Nie sądzę, aby koszty działania w różnych firmach różniły się dosyć znacząco, oczywiście jeśli chodzi o porównywalne usługi. Pewne rzeczy kosztują tyle ile kosztują, i nie ma tutaj dużego pola do manewru.

    OdpowiedzUsuń