wtorek, 16 października 2018

O aktualizacjach Google słów kilka

Barry Schwartz z serwisu Seroundtable zwrócił w ostatni weekend uwagę na dwie, istotne dla właścicieli stron internetowych (oraz SEOwców) kwestie:
  • częstotliwość wprowadzania przez Google aktualizacji w algorytmie
  • sposób informowania o wprowadzonych zmianach
Jak Google komunikuje się z nami, maluczkimi, wiemy - zwykle przez Twittera. W swoim wpisie Barry zauważył jednak pewne nieścisłości w związku z owymi komunikatami. Google twierdzi mianowicie, że "drobne zmiany w algorytmie wprowadzane są codziennie" i jednocześnie, że Google informuje głośno jedynie o "zauważalnych przez użytkowników zmianach". Rzecz w tym, że nie wszystkie "drobne zmiany" przechodzą niezauważenie, z kolei te większe, nie powodują większych zawirowań w SERP (a przynajmniej nie wszystkie z nich).

Na wszelkie pytania, jakie zadawał Barry, uzyskiwał zwykle tę samą odpowiedź od Google (czyli zasadniczo tych parę słów, o których wspomniałam powyżej + odnośnik do https://www.google.com/search/howsearchworks/mission/web-users/, gdzie uzyskać można więcej informacji o misji wyszukiwarki - brzmi dumnie).

Google "przyznało się" jednocześnie (w komunikacie na Twitterze rzecz jasna), że w 2018 roku wprowadziło trzy istotne aktualizacje:
  • w kwietniu
  • w sierpniu
  • pod koniec września
zmiana algorytmu Google 2018

Ogólny obraz sytuacji, zarysowanej przez Schwartza, wskazuje niestety na to, że wszyscy działający w SEO mogą zapomnieć o klarownych komunikatach Google. I że nawet stosowanie zasady "jak nie da się drzwiami, spróbuj oknem" nie przynosi efektów w postaci wyciągnięcia od Googlarzy czegoś więcej niż "Jak jest duża zmiana to informujemy, a więcej pod adresem....".

Wyobrażenia większości osób zajmujących się optymalizacją stron i ich promocją w sieci, zebranych przez SeoStation we wpisie Gdyby Google zechciało mnie wysłuchać pozostają więc strefie marzeń sennych. O klarowności, transparentności, sensownej komunikacji na linii Google - branża SEO, możemy więc nadal wyłącznie śnić po nocach. A o tym, że nastąpiła znacząca zmiana w algorytmie wyszukiwarki, zapewne (tak jak dotąd) najpierw sami się zorientujemy, a potem uzyskamy (lub nie) potwierdzenie od Google.

Zainteresowanych artykułem, który 12.10.2018 roku napisał Barry, odsyłam do źródła: https://www.seroundtable.com/google-updates-us-on-updates-26507.html

poniedziałek, 1 października 2018

Pozycjonowanie - jak uniknąć pułapek SEO (i nie tylko)?

złodziej
Na przestrzeni ostatnich tygodni zaczęły do mnie docierać sygnały od Klientów które sprawiły, że włosy stanęły mi dęba na głowie. O części praktyk "nabijania w butelkę" wiadomo SEOwcom od lat, ale niektóre "genialne" pomysły na to, jak zarobić sobie na człowieku, który za bardzo nie orientuje się w tematach powiązanych z pozycjonowaniem stron (i ogólnie w sprawach "okołoseowych") warte są opisania. Tak ku przestrodze.

Żeby wpis ten był w miarę przejrzysty, poruszę w nim po kolei trzy tematy - skupiając się na metodach pozyskiwania Klientów przez różne firmy, na których usługi wciąż wiele osób daje się namówić. Niestety.

Pozycjonowanie

Tutaj mamy niezmiennie ten sam chwyt "Tanio i z gwarancją!". Gdy słyszę takie hasło, zęby mimowolnie zaczynają mi zgrzytać.

Tanio się nie da, takie nastały czasy. To znaczy wróć. Da się, jeśli hasło jest naprawdę niszowe lub do promocji są ze dwie frazy (też mało konkurencyjne). No i jeśli Klient uprze się przy niskich kosztach, a SEOwiec na takie koszty przystanie (przy czym efekty promocji strony w Google będą wówczas co najwyżej przeciętne, ale cóż - z pustego i Salomon nie naleje; podobnie będzie w sytuacji, w której budżet wydaje się spory, ale do promocji jest 200 fraz czy więcej, a i tak bywa). Natomiast jeżeli Klient chce, żeby praca była wykonana dobrze, musi zdawać sobie sprawę z tego, że będzie go to kosztować (ile? Zależy od liczby fraz i ich konkurencyjności oraz od paru innych czynników). Obecnie każdy człowiek działający w SEO i marketingu sieciowym, ma co prawda do dyspozycji sporo opcji, dzięki którym widoczność strony w wynikach wyszukiwania będzie znaczna. ALE - coś za coś. Zwykle korzystanie z tego bogactwa opcji wiąże się z bogactwem... poniesionych kosztów. 

Tymczasem wciąż działają firmy, które złotymi usty przedstawiają potencjalnemu Klientowi ofertę rodem z baśni tysiąca i jednej nocy i podam najnowszy przykład. Rzecz dotyczyła domeny z wieloletnią historią, jednak traktowaną przez właścicieli nieco "po macoszemu", ponieważ swój biznes oparli o nowy adres www. Wiadomo, że nikt nie będzie inwestował w serwis, który bardziej przypomina zaplecze i chociaż owszem - jest promowany i wyniki ma (zgoda, od ideału dalekie), to  jest równocześnie po prostu przestarzały (CMS generujący nieprzyjazne wyszukiwarkom adresy podstron, design strony wieloletni i - jak na dziś obowiązujące standardy - raczej zniechęcający do skorzystania z usług firmy, i tym podobne i tak dalej). I nagle pojawia się rozwiązanie CUD. Wypromowanie strony na  googlowskie wyżyny w trzy miesiące i z gwarancją! O tym, żeby przy okazji owa firma pochyliła się nad koniecznością wdrożenia zmian na stronie, jakoś nie usłyszałam.

Czy jest to w ogóle realne? A pewnie, że jest. Wystarczy wykorzystać techniki sprzeczne z wytycznymi Google (choćby tzw. blasty) i z dużym prawdopodobieństwem można będzie oczekiwać, że przez te 3 miesiące strona faktycznie będzie wysoko w SERP. Nikt tylko nie wspomina Klientom, że po owych trzech cudownych miesiącach, mlekiem i miodem płynących, może nastąpić gwałtowny spadek (choć nie musi, na co zwróciłam uwagę we wpisie Jak Google (nie)przestrzega własnych wytycznych). Wciąż jednak wierzę, że prędzej czy później Google się opamięta i karę serwisowi, który we wspomnianym wpisie analizowałam, zechce przywalić, przyczyniając się tym samym do usunięcia z własnego indeksu tego typu kwiatków.

Wracając jednak do tematu. Gwarancji na uzyskanie TOP10 dać się po prostu nie da. Konkurencja przecież nie śpi i też się promuje, a Google co i rusz wprowadza zmiany, które potrafią wywrócić do góry nogami wszystko i doprowadzić do tego, że stosowane techniki promocji trzeba na szybko zmieniać, bo zwyczajnie przestają być efektywne. Do tego dochodzi ryzyko wpadnięcia w filtr albo wręcz nałożenia na domenę bana (i szczerze mam nadzieję, że Google zacznie coraz chętniej owe bany rozdawać, oczyszczając SERP). 

Czy zatem warto ryzykować? Oczywiście każdy odpowie za siebie, na nowych adresach www, pozbawionych historii, można eksperymentować, ale z drugiej strony jeśli chce się przyzwyczaić do siebie Internautów, to przecież co 3 miesiące (czy co pół roku czy rok) nie będzie zmieniać się adresu www własnej firmy.

Moja propozycja jest taka: Kliencie, jeśli usłyszysz, że ktoś chce Twoją stronę wypromować tanio i gotów jest udzielić Ci gwarancji na 3 miesiące, zapytaj o gwarancję utrzymania wyników przez trzy lata i poproś o zapis w umowie, że w przypadku nie zrealizowania obietnic bądź nałożenia na Twój serwis kary przez wyszukiwarkę, otrzymasz sowite odszkodowanie.

Ja akurat robię odwrotnie - zawsze informuję o tym, że nie jestem w stanie udzielić gwarancji na wyniki. Czy zniechęcam tym potencjalnych Klientów? Możliwe, ale przynajmniej stawiam sprawę uczciwie.


Mapy Google

Wydawałoby się, że przekrętów na Mapach Google zrobić się właściwie nie da (pomijam nabijanie sobie komentarzy i "tłuczenie" konkurencji negatywnymi opiniami - o tym przy innej okazji). A przynajmniej moja wyobraźnia okazała się w tym temacie mocno ograniczona. Okazuje się bowiem, że istnieją firmy oferujące założenie wizytówki w Mapach za "jedyne 500 złotych rocznie". Gdy taka wiadomość do mnie trafiła, nie mogłam uwierzyć własnym uszom.

Utworzenie wizytówki firmowej w Google Maps trwa może z 5 minut (no, jeśli ma być "odpicowana", to powiedzmy, że góra godzinę - bo i opisy i zdjęcia i cuda wianki). Jest to jednak usługa, którą Google oferuje bezpłatnie i tworzenie wizytówek, za które pobiera się roczny abonament to po prostu zwyczajne oszustwo i żerowanie na braku wiedzy wielu osób. Dodatkowo taki "złowiony" Klient jest informowany, że jeśli nie zapłaci za rok kolejnych kilkuset złotych, to wizytówka zniknie (o co wcale łatwo nie jest, tak na marginesie, bo usunięcie wizytówki firmowej w sytuacji, w której firma wciąż prowadzi działalność, napotyka rozmaite przeszkody i o tym też jeszcze kiedyś napiszę). W każdym razie nie zorientowany w temacie człowiek, przerażony wizją utraty swojej Mapki, na której widnieje np. kilkadziesiąt pozytywnych opinii, oszustowi zapłaci (nie mając wciąż pojęcia, że nabija portfel naciągacza). Żeby było "śmieszniej", ów Klient dostępu do własnej Mapy nie ma lub ma ograniczony, a całością zarządza sobie oszust (bo przy zakładaniu wizytówki w GM podał do zarządzania nią własne dane kontaktowe: e-mail i numer telefonu).

Drodzy Klienci: jeśli ktoś usiłuje sprzedać Wam taką usługę, jest po prostu kanciarzem. Nie da się tego inaczej ująć. Owszem, firma zewnętrzna może sobie policzyć za stworzenie wizytówki w Waszym imieniu, ale po pierwsze - raczej nie za takie pieniądze, a po drugie - bez pobierania "abonamentu" (no chyba, że będzie ją "prowadzić", odpowiadając np. w Waszym imieniu na komentarze Użytkowników). Decydując się na tego typu usługę zawsze należy dopilnować, by Mapa stworzona była na Was - Wasze dane, Wasz numer telefonu służący do weryfikacji usługi i jej zarządzania, Wasz adres e-mail, do którego macie stały dostęp. O podpisanie stosownej umowy przy założeniu, że współpraca z firmą zewnętrzną będzie długofalowa, również należy zadbać i sprawy dopilnować.


AdWords

Linki sponsorowane kosztują (zwykle sporo, jeśli hasła są "chodliwe"), mimo to wielu właścicieli serwisów internetowych korzysta z tej opcji reklamy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że znów - objawia się firma CUD, która informuje Klienta, że kilkadziesiąt (konkurencyjnych!) haseł, wypromuje mu za 30 czy 50 złotych.

Jest to absurd. Owszem, można przez jakiś czas tanio promować swoją firmę w AdWords, jeśli ma się tzw. kupon, który Google przekazuje wszystkim "początkującym" (jeśli na reklamy w tym systemie wydali 100 złotych lub więcej). Przy założeniu, że takich kuponów uzbierało się kilkadziesiąt czy kilkaset, można "za darmo" promować dowolny serwis i opłaty od Klienta chować do własnej kieszeni. Chociaż moment - można BYŁO. Przepowiedziałam rzecz jakoś na początku roku, tłumacząc jednemu z Klientów, który właśnie na kuponach chciał oprzeć całą promocję swojej strony w AdWords, że ten Dzień Dziecka lada moment dobiegnie końca. I faktycznie tak się stało - teraz dla promocji konkretnego serwisu można z kuponu skorzystać RAZ. I cześć pieśni. Ale nie brak osób/firm, które nadal oferują wyżej wspomniane usługi, tyle tylko, że nie określając czasu trwania tej sielanki. Bo owszem, może i za pierwszy miesiąc kampanii reklamowej w AdWords Klient zapłaci 50 złotych i będzie na szczycie linków sponsorowanych dla wielu konkurencyjnych fraz, ale za kolejne przyjdzie mu zapłacić znacznie więcej (i tu kłania się dokładne czytanie umów, zawieranych z firmami oferującymi: tanio, szybko, z gwarancją, bezpłatnymi wizytami u stomatologa oraz wizażysty). 


Na firmy, które żerują na braku wiedzy Klientów, trafić jest łatwo (choć najczęściej, oczywiście nie zawsze, działa to odwrotnie - to te firmy do Klientów się zwracają, szukając osób mało zorientowanych w temacie promocji stron w Internecie). A efekty są tragiczne - i dla naciągniętych przez oszustów osób, jak i dla uczciwych firm działających w branży. Bo jeśli raz się człowiek sparzył i mocno oberwał po kieszeni, ciężko mu będzie zaufać kolejnej agencji reklamowej czy też firmie działającej stricte w branży SEO.

Dlatego jeśli ktoś przedstawia Wam, drodzy Państwo, oferty takie, jak opisane powyżej - grzecznie podziękujcie. Oszczędzi Wam to stresów, ryzyka nabawienia się nerwicy czy wrzodów żołądka, a już na pewno - uszczuplonego portfela.