Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portale społecznościowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portale społecznościowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2013

Zmiany na Facebooku

Nie tak dawno temu opisałam sposób na odzyskanie możliwości korzystania z sond i ankiet na Facebooku, ale już po 48 godzinach FB kolejny raz "ukręcił im łeb". Co ciekawe, grupy (odpowiedniki Google Plusowych społeczności) w dalszym ciągu mogą bez przeszkód korzystać z opcji "zadaj pytanie"...

Czemu Facebook postanowił kolejny raz utrudnić menadżerom profili firmowych przeprowadzanie sondaży? Na to pytanie chyba nikt poza adminami FB nie zna odpowiedzi. Ale za to, być może na otarcie łez, otrzymaliśmy całkiem ciekawe narzędzie pozwalające na analizowanie zaangażowania fanów czy śledzenia ich aktywności (łącznie z "podglądaniem" w jakich godzinach zazwyczaj są oni online).

nowe statystyki na Facebooku
Bardzo skromny fragment prezentujący nowe statystyki dla profili firmowych Facebooka

Tym rozbudowanym statystykom na pewno warto się przyjrzeć bliżej (postaram się opisać je jeszcze w tym tygodniu), zastanawia natomiast kierunek, w którym podąża Facebook. Biorąc pod uwagę dodatkowe modyfikacje wprowadzane przez portal (mające "odfiltrowywać" niewłaściwe dla odbiorców reklamy czy treści), FB chyba zaczął cierpieć z powodu wszechobecnego spamu i postanowił zadbać o swoich użytkowników - jednocześnie pokazując, że jest serwisem, w który warto inwestować i dobrym partnerem dla przedsiębiorców z różnych branż.

Jeśli uda się wdrożyć planowane zmiany, wróci możliwość przeprowadzania sond i ankiet (kto wie, może bardziej zaawansowanych?), a do tego sposób rozliczeń za reklamy zacznie mieć "ręce i nogi" (faktury zbiorczej na koniec miesiąca, póki co, uzyskać się nie da - przynajmniej według mojego stanu wiedzy, a jeśli się mylę, błagam o oświecenie!), to może Facebook wróci do łask tych, którzy już położyli na nim krzyżyk?

poniedziałek, 29 lipca 2013

Gdzie się podziały ankiety na Facebooku?

[edit: aktualna na 30.12.2013 ściąga znajduje się tutaj: http://o-internecie.blogspot.com/2013/12/ankiety-na-facebooku-raz-jeszcze.html]

Dziś będzie krótko, ale konkretnie ;) A temat w sumie świeży i intrygujący znaczną część branży SEM i SEO, która poświęca czas na prowadzenie profili firmowych na Facebooku.

Jak wynika z obserwacji, użytkownicy portali społecznościowych (ale nie tylko, bo zjawisko to można równie dobrze zauważyć poza siecią), najchętniej angażują się w treści:
  1. Intrygujące (mogą być to teksty kontrowersyjne, odkrywcze, zabawne - mówiąc krótko, działające na wyobraźnię i wręcz zmuszające do wyrażenia własnej opinii w dyskusji);
  2. Konkursowe (kuszą nagrody, ale i sama rywalizacja, która dla niektórych jest zdecydowanie istotniejsza od rezultatu końcowego i zgarnięcia laur zwycięzcy);
  3. Sondy i ankiety (któż nie czuje się ważny, jeśli prosi się go o zabranie głosu w istotnej dla pytającego sprawie? No chyba, że robi się to na ulicy łapiąc swoją ofiarę za rękaw - ale na portalach społecznościowych na szczęście takie ryzyko odpada).
Z sond korzystano na Facebooku zatem ochoczo, ale do czasu - ponieważ tam, gdzie jeszcze niedawno można było za pomocą jednego kliknięcia wybrać opcję "Zadaj pytanie", pojawiło się puste miejsce. Tak to wygląda z punktu widzenia menadżera profilu firmowego:

Jak widać "Zadaj pytanie" przepadło

Dość długo zachodziłam w głowę, co u licha się stało - czyżby Facebook zrezygnował z opcji przeprowadzania ankiet i sond? Niemożliwe! No i rzeczywiście okazało się, że nie zrezygnował. Tylko postanowił skomplikować sprawę (dlaczego? Nie mam bladego pojęcia...). Otóż teraz to, co wymagało od nas jednego kliknięcia, możemy osiągnąć wykonując kolejno następujące kroki:

  • Po pierwsze - nie wystarczy już zmiana z poziomu fanpage'a (znajome hasło u góry "Dodajesz posty i komentarze oraz klikasz „Lubię to!” jako..."). Musimy wybrać opcję "Korzystaj z Facebooka jako" i wskazać profil, którym chcemy zarządzać.

    "Zabawny" fakt - czasem suwak po prawej znika, więc jeśli zarządzacie większą ilości profili
    niż pięć, przygotujcie się na sporą dawkę frustracji ;)

  • Po drugie - przechodzimy na stronę główną, klikając choćby w logo "Facebook".
  • I po trzecie - wreszcie naszym oczom ukazuje się upragniona ikonka z hasłem "Zadaj pytanie"
"O czym teraz myślę?"... Oj Facebooku, wolisz nie wiedzieć...

Po wprowadzeniu wszystkich danych (pytanie, odpowiedzi do wyboru) i ich publikacji, musimy oczywiście całą tę drogę odbyć w odwrotnym kierunku, by już na wieki nie korzystać z FB wyłącznie jako firma X. Przy zarządzaniu dużą liczbą profili firmowych można naprawdę poczuć narastającą irytację, a kilka powyższych kroków zamienia się w jakiejś koszmarnej długości autostradę, którą biegamy tam i z powrotem.

Co myśleli sobie Panowie i Panie z Facebooka, wprowadzając powyższą zmianę? Nie mam pojęcia. Mam tylko nadzieję, że wpadli na jej pomysł w taki dzień, jak ten dzisiejszy. Upał to niezła wymówka tłumacząca zaćmienie umysłu. Oby owo zaćmienie było chwilowe.




czwartek, 18 lipca 2013

Koniec SEO? Zapowiadanie apokalipsy trwa!

apokalipsa
Średnio raz w miesiącu moim oczom ukazuje się wpis w stylu "Nie ma co ukrywać, koniec SEO jest bliski". Gdy widzę tego typu hasła... no cóż, krew mnie zalewa. Powiedzmy więc wreszcie raz, a porządnie - NIE, SEO żadna zagłada nie grozi!

Search Engine Optimization to przecież przede wszystkim optymalizacja strony, ulepszanie jej i sprawianie, by była możliwie najbardziej przyjazna dla użytkowników i wyszukiwarek. Jakim cudem miałoby zatem nastąpić jakieś dramatyczne odejście od prac związanych z optymalizacją witryn? Co miałby oznaczać "koniec SEO"? Celowe "psucie" stron internetowych, zaśmiecanie ich bezwartościową treścią, błędne kodowanie?

Kolejne hasło, które dzisiaj pojawiło się w społeczności SEO Poland to "przejście w SEM" w miejsce odejścia od pozycjonowania. Tyle tylko, że reklama w Internecie już od dawna przestała być jednoznaczna z pozycjonowaniem! Aby być widocznym w sieci, należy łączyć SEO i SEM - ale nie oznacza to, że jedno wypiera drugie. Każdy, kto śledzi zmiany zachodzące w wyszukiwarce Google czy obserwuje rozwój portali społecznościowych, już dawno doszedł do wniosku, że konieczne jest działanie na wielu płaszczyznach by za pośrednictwem Internetu dotrzeć do Klienta.

Zatem raz jeszcze - NIE. Nie grozi nam żadna zagłada ani apokalipsa. Wystarczy logiczne myślenie i reagowanie na zmiany, które dotyczą każdej strefy życia. Świat się zmienia, zmienia się i Internet. Po prostu zamiast stać po pas w morzu i patrzeć na zbliżającą się falę w oczekiwaniu, aż zwali nas ona z nóg, wskoczmy na nią i wykorzystajmy jej siłę. Gwarantuję, że popłyniemy.

poniedziałek, 8 lipca 2013

TOP 5 najczęściej popełnianych błędów - profile firmowe na Facebooku

Wpis ten poświęcę najczęściej popełnianym błędom, jakich dopuszczają się właściciele firm czy serwisów www na swoich profilach na Facebooku. Lista nie jest może imponująco długa, ale za to każda z opisanych gaf potrafi zaszkodzić. A tego przecież chyba nikt by nie chciał, prawda?


Miejsce 5: Źle dobrana reklama

Pilnujmy, by reklamy zawsze trafiały
w nasz target!
"Hura, mamy profil na Facebooku! Czas poinformować o nim cały świat!" - okej, tyko czemu przy wyborze kampanii reklamującej sklep z deskami do windsurfingu, ustawia się jako grupę docelową również osoby po sześćdziesiątym roku życia? 

FB daje całkiem fajne możliwości pod względem targetowania reklam i warto z nich mądrze korzystać. Jeśli reklamujemy hotel w Kołobrzegu, nie kierujmy tej reklamy do mieszkańców tego miasta! Jeśli chcemy poinformować o stronie poświęconej damskim kosmetykom, nie torpedujmy nią mężczyzn. W najgorszym razie wyjdziemy bowiem na osoby mocno nierozgarnięte.




Miejsce 4: Lajkowanie własnych postów


Nie bądźmy narcystyczni ;)
Trąci to mocną desperacją. Jeśli widzimy, że firma XYZ napisała post o treści "Nowa, rewolucja oferta - tylko u nas!" a pod spodem, od wielu dni, "wisi" sobie jeden lajk - "XYZ lubi to!"... Uśmiech politowania jest chyba najłagodniejszą reakcją.

Warto sprawdzać czy przypadkiem sami nie zaczynamy lajkować własnych postów - nie wygląda to dobrze zwłaszcza w sytuacji, w której w owym lajkowaniu jesteśmy osamotnieni. No, chyba że mamy skłonności narcystyczne i chcemy podkreślić, jak bardzo wielbimy wszystko, co z nami związane. W przeciwnym wypadku - odradzam samozachwyt ;)



Miejsce 3: Spamowanie

Ręce precz od rozsyłania spamu!

Gorszy wariant: "Hura, mamy profil na Facebooku! Czas poinformować o nim cały świat!" polegający na rozsyłaniu do (nie)znajomych wiadomości prywatnych, ograniczających się do tekstu "Zapraszam do polubienia mojej strony!" lub "Pomóż mi zdobyć 1000 lajków do końca dnia, bo założyłem się z kimś, że mi się to uda! Roześlij tę wiadomość znajomym!".

O zgrozo do takich metod uciekają się nie tylko "świeżynki", ale też firmy czy... artyści. Spam szerzą też na osiach czasu, doprowadzając ich właścicieli do białej gorączki.



Miejsce 2: Źle założony profil firmy


Źle założony profil oddala nas od celu
Zdarza się to bardzo często i coraz częściej Facebook daje za to "po łapach". Jeśli chcemy stworzyć fanpage własnej firmy czy strony, to nie tworzymy konta osobistego! Jest to wbrew regulaminowi FB, a poza tym pozbawia nas mnóstwa opcji dostępnych dla profili komercyjnych. Firmie-osobie nie wystawimy rekomendacji, nie przypiszemy do niej branży, nie będziemy też mogli w pełni korzystać z opcji reklamowych, do jakich dostęp ma każdy fanpage. I, co również ważne, taki profil wygląda po prostu mało profesjonalnie...



Miejsce 1: Publikowanie przypadkowych treści

Publikując "cokolwiek" nie dotrzemy
do naszego targetu
Tworzenie ruchu na profilu "na siłę" jest spotykane bardzo często i równie źle widziane przez użytkowników, z których wielu zaczyna traktować prezentowane treści jako spam. W efekcie - fanów nie tylko nie pozyskujemy, ale wręcz tracimy.

Bo wyobraźmy sobie taką sytuację: jeśli firma zajmująca się dostarczaniem bezprzewodowego Internetu, publikuje na swoim profilu dowcipy o Żydach, to chyba coś jest nie w porządku? Względnie na fanpage'u gabinetu stomatologicznego prezentowane są gorące newsy o Snowdenie, skopiowane z portali informacyjnych... Takie kwiatki niestety często mają miejsce i stawiają pod znakiem zapytania sens istnienia tego typu profili firmowych w portalach społecznościowych.


Decydując się zatem na założenie fanpage'a dla swojej firmy czy strony, pamiętajmy o przestrzeganiu podstawowych zasad i unikajmy wymienionych wyżej błędów. Określmy swój target i publikujmy treści powiązane z naszą działalnością, przydatne użytkownikom, a nie tylko takie, które mają (w naszym mniemaniu) zapewnić jakiś ruch na profilu.

niedziela, 30 czerwca 2013

Kilka słów o promocji na Facebooku

Facebook od dawna pozwala na prowadzenie w portalu kampanii reklamowych, które (o ile są dobrze skonfigurowane), mogą zapewnić dodatkowy ruch na stronie. Dzisiaj jednak chciałabym poruszyć zagadnienia nie związane bezpośrednio z opcją w stylu "Pozyskaj więcej fanów", ale z równie (o ile nie bardziej) istotną.

Dość często spotykam się z dwoma pytaniami odnośnie profili firm na Facebooku:
1. Jak włączyć rekomendacje?
2. Jak promować konkretny post, a nie cały profil?

Dzisiaj na te pytania pozwolę sobie odpowiedzieć, rozjaśniając nieco sytuację.

Rekomendacje

Rzecz niezwykle przyjemna, pozwalająca na ocenę firmy/serwisu przez osoby, które zajrzą na profil ww. Wyglądają one tak:

Rekomendacje na Facebooku

Można oczywiście rozwinąć poszczególne opinie, dodatkowo je "lajkować" i tym samym wpływać na reputację ocenianej firmy czy serwisu. Pojawia się jednak problem, gdy na fanpage'u nie jesteśmy w stanie okienka z rekomendacjami odnaleźć. Co wtedy?

Facebook wymyślił sobie, że referencje możemy wystawić wyłącznie tej firmie, która w profilu poda swoją lokalizację. Żeby było ciekawiej, lokalizacja może być wzięta kompletnie z kosmosu (np. umiejscowimy sobie przedsiębiorstwo w szczerym polu i też będzie dobrze, ponieważ nikt z FB tego nie weryfikuje; z drugiej strony często Facebook ma problem z adresem jak najbardziej poprawnym i wówczas trzeba nieco pokombinować, żeby zechciał go wziąć pod uwagę - np. zamieniając hasło"lok." czy "m." na "/" w adresie). Jedyne, co jest tak naprawdę istotne, to wyświetlenie na mapce znacznika i umieszczenie go na głównej stronie fanpage'a. No dobrze, jak zatem to zrobić? Po kolei:

  • klikamy w "Informacje" o naszej firmie
  • klikamy "edytuj" przy zakładce "Podstawowe informacje"
  • uzupełniamy pola: adres, miejscowość, kod pocztowy
  • upewniamy się czy wygenerowała się mapa ze znacznikiem i czy FB nie wyrzuca żadnych błędów (jeśli wyrzuca, zwykle w związku z adresem, poprawiamy go do skutku - w ostateczności pozostawiamy sam numer budynku)
  • pod mapką zaznaczamy opcję "pokaż tę mapę na stronie"
  • zapisujemy zmiany
I gotowe: rekomendacje magicznie pojawiają się na naszym fanpage'u - teraz pozostaje uśmiechnąć się do Klientów o napisanie o nas paru ciepłych słów ;)

Promowanie konkretnego wpisu

Czasem promocja wybranego wpisu na tablicy jest sensowniejsza niż tworzenie odrębnej reklamy. Np. nasz sklep internetowy właśnie ogłosił promocję trwającą 24 godziny i chcielibyśmy dotrzeć z tą informacją do jak największej grupy odbiorców. Jak to zrobić? Prosto, pod warunkiem, że mamy przynajmniej 100 fanów. Dopiero wówczas opcja promowania konkretnych wpisów staje się aktywna:


Kliknięcie na opcję "promuj post" spowoduje, że pojawi się nowe okienko, w którym będziemy mogli zdefiniować ustawienia kampanii reklamującej wpis (trwać będzie ona dokładnie 24 godziny - decydujemy ile jesteśmy gotowi na taką promocję wyłożyć i ustalamy grupę docelową; wybrane parametry możemy dodatkowo zapisać i skorzystać z nich w przyszłości). Gdy okres promocji się skończy, otrzymamy informację na ten temat oraz możliwość kontynuacji promowania wpisu. 

Jest to całkiem fajna opcja, która pozwala naprawdę szybko rozpocząć reklamę konkretnego wpisu i która, odpowiednio skonfigurowana, potrafi przynieść całkiem dobre efekty, o czym miałam okazję przekonać się już niejednokrotnie. 

niedziela, 3 marca 2013

Facebook czy Fakebook?

Spam jest świetnie znany każdemu użytkownikowi Internetu. Zresztą nie tylko Internetu - wystarczy mieć telefon komórkowy lub stacjonarny, by przynajmniej parę razy w miesiącu usłyszeć w słuchawce zaproszenie na prezentację garnków, nowinek medycznych czy choćby wysłuchać oferty nowych planów taryfowych dla "stałych abonentów" (nawet jeśli z usług danego operatora zrezygnowało się parę miesięcy wcześniej). Teraz jednak fala spamu zaczęła zalewać portale społecznościowe, a prędkość z jaką powstają fałszywe konta pozwala oczekiwać potopu bliskiego temu, jaki nie tak znów dawno wieścił Patrick Geryl.

Po co?

Część "fake" kont (czyli po prostu kont fałszywych), prawdopodobnie tworzą nastolatki. Dla żartu, z nudów lub chęci zaimponowania rówieśnikom liczbą "pozyskanych" znajomych. Profili "osób" z nazwami w stylu Ale Ślicznaś, Ogarnij Ten Stan Ludziu, Brałabym Jak Ciastka jest już multum i ciężko podejrzewać o ich autorstwo kogoś powyżej 18-ego roku życia. Są jednak i takie konta, które powstają w jednym tylko celu - rozsyłania spamu. Czy to poprzez zostawianie komentarzy u prawdziwych użytkowników społecznościówek, wysyłanie prywatnych wiadomości z przesłaniem "Polub moją stronę" czy zaśmiecanie przestrzeni prywatnej (na Facebooku tzw. osi czasu). Wpisy takie nie różnią się szczególnie od tego, co znamy już z komentarzy spamerów na blogach czy forach internetowych (treść sprowadza się zwykle do "O, jakie fajne zdjęcie, chodź polubić moją stronę"). I wszystko byłoby w porządku, gdyby te akcje rozgrywały się wewnątrz grupy "znajomych" Fakekont. Jeśli ktoś przyjmuje do swojego grona zupełnie obcego człowieka, może liczyć się z tym, że wkrótce zacznie być zasypywany rozmaitymi wiadomościami. Ale gdy codziennie na skrzynce przeciętnego usera zaczynają lądować niechciane privy będące zwyczajną reklamą, to już zaczyna być nieciekawie.

Dzieleniu się ze znajomymi informacjami o własnej stronie na FB (podkreślę - stronie, nie fikcyjnej osobie) nie mówię nie. Wręcz przeciwnie - sama chętnie korzystam z tej możliwości, zwłaszcza, że zarządzam kilkoma takimi witrynami. Przekazać informację znajomemu, by puścił ją dalej - jasne, o to w tym wszystkim chodzi. Ale niektórzy tę granicę przekraczają z wizgiem i zaczynają uprawiać zwykły spam.

Jak?

Jednym ze sposobów jest założenie profilu osoby, a nie firmy/produktu. O wiele łatwiej jest dotrzeć do dużej grupy wysyłając "w ciemno" zaproszenia do znajomych, niż z mozołem (ale za to zgodnie z regulaminem) zachęcać własnych znajomych do polubienia strony (w zależności od tematyki, skuteczność sięga tu góra 30% - przynajmniej tak wynika z moich obserwacji). Facebook takie zachowania tępi i tego typu profile zamyka, ale nie sztuką jest przecież założenie nowego i rozpoczynanie zabawy od początku.

Inny sposób do stworzenie sobie alter-ego. Spamerzy zwykle nie wykazują się szczególną kreatywnością (widać za mało im zleceniodawcy płacą), powstają więc rozmaite Anny Nowak i Janki Kowalskie. Sposobów "uwiarygodnienia" profilu poprzez dodanie zdjęcia, jest kilka i pozwolę sobie teraz parę słów na ten temat napisać, bo zjawisko mnie naprawdę zaintrygowało i poświęciłam nieco czasu na przyjrzenie się mu bliżej.

1. Na "popsute" zdjęcie.

Pobieramy pierwsze lepsze zdjęcie z sieci i żeby nikt się specjalnie nie dopatrzył w nim kogoś znajomego lub też celebryty, "psujemy" je Photoshopem osiągając iście cudny efekt:

źródło: Google

2. Na aktorkę/piosenkarkę (najlepiej mało znaną, choć i z tym bywa różnie)

Imię i nazwisko polskie, ale zdjęcia należące do np. Emilie-Voe-Marie-Nereng.

źródło: http://www.voeblogg.no/2010/03/23/one-three-hill-fan

Nie ma sprawy, gdy osoba wrzuca do profilu zdjęcia celebryty i wprost się do tego przyznaje (np. jest fanką takiej gwiazdy i w ten sposób manifestuje swoje uwielbienie). Problem pojawia się, gdy zapiera się, że to są jej prywatne, osobiste zdjęcia. A jeśli są one ładne (zwykle są), to łatwo na nie "złowić" nawet tysiąc "znajomych".

Rekordy na Fakebooku bije Acacia Clark, której zdjęcia "pożyczyło sobie", lekko licząc, kilkadziesiąt osób. Zabawnie zaczyna się robić w chwili, w której jedna fałszywa Acacia ma wśród znajomych parę innych (oczywiście używających innych fotografii, ale wciąż przedstawiających pannę Clark).

źródło: http://www.tumblr.com/tagged/acaciaclark

3. Na modela/modelkę

Wklepanie w wyszukiwarkę hasła "young models database" zajmuje chwilę - a ileż tam zdjęć do pobrania! Zasysane są zatem hurtowo i żywcem wykorzystywane.

Jak się przed tym bronić?

Zwyczajnie - zgłaszać Facebookowi te najbardziej ewidentne nadużycia. Brak reakcji doprowadzi do tego, że Facebook przestanie odgrywać jakąkolwiek rolę i nie będzie się nadawał ani do dzielenia się informacjami ze znajomymi, ani do marketingu szeptanego. FB ma swoje sposoby na sprawdzenie, czy osoba prezentująca w swoim profilu zdjęcie Justina Beibera to tylko jego fan czy też ewidentny "nabijacz znajomych". Możemy być zatem spokojni - prawdziwemu człowiekowi krzywdy nie wyrządzimy.

Jak Facebook to sprawdza?

Mam wiadomości z pierwszej ręki, ponieważ taką weryfikację przeszła jedna z moich znajomych - na  samym starcie zablokowała sobie konto zapraszając hurtowo znanych sobie ludzi. FB uznał, że robi to za szybko i zażyczył sobie podania numeru telefonu. PIN został wklepany i przyjęty, ale już po chwili znów pojawił się problem - podejrzane zdjęcie (akurat istotnie przedstawiające koleżankę, tyle że potraktowane "artystycznymi" filtrami z Photoshopa). Weryfikacja? Zaprezentowano zdjęcia pięciu osób, pod każdym kompletem fotografii widniało parę nazwisk i należało właściwie połączyć fotografię z jej właścicielem. Rzecz jasna również ten etap dziewczyna przeszła bez trudu, wyciągnęła wnioski i zaproszenia do grona znajomych zaczęła rozsyłać w mniej szalonym tempie. Na Wykopie można było też niedawno przeczytać o tym, że zdesperowany Facebook posunął się nawet w jednym przypadku do ostateczności, domagając się przesłania skanu dowodu osobistego osoby podejrzanej o łamanie regulaminu.

Na koniec mały apel

Znakomicie zdaję sobie sprawę z tego, że część środowiska SEO tworzy sobie konta fikcyjne w celach marketingowych. Jeśli już jednak coś takiego robicie, to róbcie to z głową ;)

piątek, 22 lutego 2013

Facebook, Twitter i Google+ z domieszką historii

Ostatnio zauważyłam, że sporo osób, które założyły sobie konta na FB i G+ swoją działalność zakończyły na procesie rejestracji. Są to oczywiście ludzie mający na głowach tysiące innych spraw niż portale społecznościowe i w znacznej większości nie są to informatycy, którzy chyba jako pierwsi korzystają z rozmaitych serwisów ze zwyczajnej ciekawości. Niektórzy wprost mówili mi (nie informatycy rzecz jasna) "Kompletnie nie wiem co z tym zrobić" -  i właśnie do tych osób, niepewnych i niezdecydowanych "co można z tym zrobić", kieruję ten post.

Era społecznościówek

Boom na portale społecznościowe ruszył (w Polsce przynajmniej) wraz z portalem grono.net, który przez kilka lat działał całkiem sprawnie i pozwalał m.in. odnaleźć dawno nie widzianych znajomych. Obecnie nie działa wcale - nie wytrzymał konkurencji, jaka nastąpiła wraz z nadejściem naszej-klasy i Facebooka.

Grono.net było ciekawostką i przyznać muszę, że przez pewien okres czasu kręciło się wokół niego całkiem sporo ludzi. Nasza-klasa też szybko okazała się hitem, jednak po zmianie polityki portalu wiele osób "ewakuowało się" z niej na najbliższą jej platformę - Facebooka.

źródło: thetechblock.com


Ten, nie należący do najbardziej intuicyjnych serwisów w dziejach, okazał się jednak miejscem o tyle dobrym, że pozwalał na utrzymywanie kontaktów ze znajomymi z całego świata. Z czasem zaczął oferować użytkownikom dodatkowe funkcje, ale wiele osób w dalszym ciągu postrzega go głównie jako "takie większe GaduGadu". Tymczasem Facebook zaczął się nam przeobrażać w całkiem niezłe narzędzie marketingowe. Za jego pośrednictwem można łatwo zwiększyć ruch na swojej stronie internetowej, zainteresować szerokie grono odbiorców asortymentem własnego sklepu www, poinformować organizowanych wydarzeniach, promocjach i konkursach. Jeśli ktoś (zwłaszcza właściciel firmy, handlowiec, menadżer - długo by wymieniać) wciąż waha się czy zakładanie konta na FB ma sens, powinien z owych wahań jak najszybciej zrezygnować. Zresztą nie jestem w stanie oprzeć się wrażeniu, że i twórcy Facebooka zmieniają swoją pierwotną wizję serwisu i coraz bardziej idą na rękę użytkownikom, którzy chcą czegoś więcej niż opcja "zagraj w grę online" i "dodaj do znajomych".

Twitter. No tak, Twittują już wszyscy, nawet politycy. I w sumie trudno się dziwić, bo to stosunkowo szybka i wygodna metoda przekazania swoim odbiorcom krótkich i treściwych informacji. Za którymi (jak dobrze pójdzie) ruszyć mogą tłumy, przekazując wiadomość dalej i dalej i dalej... A jak wieść niesie, roboty Google na popularność Twittów, nie są obojętne... ;)

Korzystajcie z niego wszyscy...

Google+ wciąż traktowane jest przez wielu jeszcze bardziej nieufnie niż Facebook i chyba Googlarze tę niechęć szybko zauważyli, skoro zaczęli kusić użytkowników linkami, za którymi biegają roboty wyszukiwarek ;) Nie zdziwiłabym się specjalnie, gdyby po osiągnięciu sukcesu (i "złowieniu" odpowiednio dużej liczby użytkowników) Google zmieniło zdanie i wszystkie odnośniki zyskałyby nielubiane przez pozycjonerów nofollow, ale teraz, gdy nawet "plus jedynki" są wskaźnikami dla wyszukiwarek, życie pozycjonerów stało się jakby piękniejsze, a samo Google+ przemieniło się w serwis, bez którego trudno wyobrazić sobie dalszą egzystencję. I właśnie z tego względu warto przełamać niechęć, konto założyć i działać (i linkować!) póki jest taka możliwość - zwiększając na swoich stronach ruch zarówno użytkowników, jak i upragnionych robotów.

źródło: antyweb.pl


W sytuacji, w jakiej ostatnio postawiło nas Google, właściwie nie mamy wyjścia - musimy grać w jego grę i według jego zasad (przynajmniej jeśli zależy nam na tym, by wykonywana przez nas praca przynosiła efekty). Jeśli jednak umiejętnie wykorzystamy te narzędzia, które Google wręcza nam gestem uniemożliwiającym odmówienia ich przyjęcia (wszak robi to z siłą prasy hydraulicznej) wykorzystajmy je tak, by przyniosły nam korzyść. A ofiarowano nam w końcu nie tylko Google+. Ale o tym przy innej okazji.