Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyszukiwarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyszukiwarki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

Co nam grozi w przyszłym roku?

Czyli SEO w 2015. Jedyne czego, w mojej ocenie, możemy spodziewać się ze 100% pewnością, jest dalsza praca Google nad aktualizacją algorytmów, zarówno tych już nam znanych, jak i nowych, które zapewne włączą się do "zabawy" w najbliższych 12 miesiącach. 2014 rok przyniósł nam Gołębia, 2015 - diabli wiedzą, może da nam Kucyka? W końcu "Pony" też na "p", a Google obdarza tę literkę szczególnym uwielbieniem. Po algorytmach możemy spodziewać się też pracy niemal 24/7, bo o większych aktualizacjach 2 razy w roku zdaje się, że już zapomnieliśmy, dzięki kochanemu Pingwinowi z trójką z tyłu. Podobnie jak o PageRanku, który jest już jedynie mitem i legendą.

wzrosty w 2015 roku
Pobożne życzenie? Cóż, miejmy nadzieję, że jednak damy radę pomimo wszelkich trudności ;)

Prawdopodobnie Google zawłaszczać będzie też kolejne sfery wyników wyszukiwania. Mamy linki sponsorowane, mapy, sylwetki znanych ludzi, pogodę, translatora, ostatnio także teksty piosenek, wyświetlane bezpośrednio w SERP - długo by wymieniać. Co jeszcze dojdzie? Czas pokaże.

Z wyników zniknąć miały, jeszcze w tym roku, serwisy takie jak chomikuj.pl, ale póki co, "wypożyczalnie" mają się nieźle. Czyżby gigant zmienił zdanie? Podejrzewam, że nie, raczej dostaniemy "coś za coś", być może obawa przed odpływem choćby promila użytkowników, powstrzymała Google od radykalnego cięcia tego, co jest "fe".

Apropos promili (i nie, nie będzie tu słowa o alkoholu, choć zabawa sylwestrowa zbliża się nam wielkimi krokami) - w 2015 zapewne przybędzie nieco userów u konkurencji. Kto obserwuje od czasu do czasu dane gromadzone przez ranking.pl, ten dostrzega subtelnie zmieniające się trendy. I choć król Google jeszcze dłuuugo korony nie straci, to nie jest wykluczone, że najbliższe lata osłabią nieco jego pozycję. Jak wiadomo, monopoliści prędzej czy później muszą oddać choć kawałek swojego "tortu" konkurencji i jest to naturalna kolej rzeczy.

Jeszcze ciekawiej wygląda to w GoogleAnalytics, gdzie dla części stron popularność takiego choćby Binga widoczna jest gołym okiem (dla niektórych serwisów jakie mam na "podglądzie", to właśnie z niego pochodzi blisko 1/10 ruchu - co jak na takiego malucha, wygląda obiecująco + ten bonus w postaci widoczności fraz, które na stronę doprowadziły. Cud, miód i orzeszki).

A samo SEO? SEO wymagać będzie od nas tego, co zawsze. Dokładności, optymalizacji, unikatowych tekstów, wartościowych treści, sensownego budowania serwisu i przepływu linków wewnętrznych na stronie oraz ukochanej przez wszystkich dywersyfikacji. A także szybkiego reagowania na nowe pomysły Google i dostosowywania się do nich - bo cóż nam pozostanie?

No, oczywiście Nowy Rok sprzyja też świeżemu spojrzeniu na sieć jako na całość i zastanowieniu się skąd też jeszcze możemy pozyskać ruch (zapominając na chwilę o kształcie linków i całej, związanej z nimi, zabawie). Łatwo nie będzie, ale łatwo nie jest już od dawna i każdy, kto nadal ma siłę, chęci i zapał do tej pracy, zdaje sobie z tego sprawę.

Pozostaje jeszcze kwestia uświadamiania Klientów. Ale jak wynika z rozlicznych dyskusji prowadzonych w sieci, na to każdy z nas ma (lub nie ;P) własne metody i pomysły, które również będą weryfikowane przez życie. A że trzeba będzie uświadamiać coraz intensywniej, nie mam wątpliwości.

I tyle w kwestii gdybania i zaglądania do szklanki, pardon, szklanej kuli, pozwalającej mi pobawić się w zgadywanie "co nas czeka".

Pozostaje mi zatem życzyć wszystkim wytrwałości i, bez względu na kolor noszonego kapelusza, szczęśliwego Nowego Roku i jak najwięcej sukcesów. A także - pojednania w branży, które wszystkim wyszłoby na dobre.

środa, 29 października 2014

Do czego może doprowadzić odebranie Polakom części wyników wyszukiwania w Google

stop piractwu sieciowemu
Google wyrusza na wojnę. Kolejną
Od wczorajszego ranka usłyszeć można, że Google rozpoczyna walkę z piractwem. Zniknąć mają z wyników wyszukiwania linki prowadzące do stron takich jak chomikuj, do torrentów i innych pirackich siedzib nielegalnych filmów, seriali czy muzyki.

Zastanawia mnie, jak też przeciętny użytkownik Internetu w Polsce zareaguje na te zmiany. Wydaje mi się, że pierwsze co zrobi, to "przerzuci się" na binga lub yahoo, którym te restrykcje chyba nawet nie zaświtały w głowach. No dobrze, a jeśli dodamy do tego, że Polak łatwo do zmian się przyzwyczaja, spróbuje parę razy skorzystać z binga i odkryje często lepsze wyniki wyszukiwania niż w Google? True story! Sama korzystam naprzemiennie z tych dwóch wyszukiwarek. 

Pytanie zasadnicze - czy to wpłynie na branżę? Czy nagle odkryty na większą skalę bing zacznie być kolejnym terytorium walki o użytkownika? Nie ukrywam, byłoby nieźle. Bo choć promocja strony w bing różni się nieco od tej w Google, to nie jest ani specjalnie trudniejsza ani też bardziej wymagająca. Kto zatem wie czy Google podejmując, poniekąd zresztą słuszną, walkę z piractwem, nie strzelił sobie w stopę? Zobaczymy.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Formularze Google

Jeszcze nigdy wcześniej użytkownicy wyszukiwarki Google nie mieli tak ułatwionego kontaktu z jej administratorami, jak w chwili obecnej. Google wyciąga do nas pomocną (?) dłoń, udostępniając nam kolejne formularze, dzięki którym możemy zgłosić niemal wszystko. Tylko wypada się jednak zastanowić nad tym, skąd ta nagła potrzeba kontaktu z webmasterami i przeciętnymi użytkownikami sieci. Co Google z tego ma?

Kiedyś do dyspozycji mieliśmy chyba wyłącznie forum Google dla Webmasterów. Ale na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, zostaliśmy wręcz zasypani mnóstwem opcji ułatwiających kontakt... a nie, przepraszam. Ułatwiających zgłaszanie tego, co uznamy za stosowne.

Najpierw (o ile mnie pamięć nie myli) pojawił się niewielki formularz pozwalający zgłosić spam. Teraz mamy już małe centrum donoszenia, pardon - dowodzenia, dzięki któremu możemy wskazać strony, które:
  • postrzegamy jako spam
  • sprzedają i kupują odnośniki
  • budzą nasze zastrzeżenia
  • są zawirusowane
  • łamią prawa autorskie
  • i tym podobne i tak dalej
centrum donoszenia
Jak widać na załączonym obrazku, jest w czym wybierać...

Kolejnym krokiem było zachęcenie użytkowników do korzystania z Narzędzia Disavow, pozwalającego na wykluczenie odnośników kierujących na naszą stronę. Uważamy, że link z czyjejś witryny szkodzi naszej? Hops, dodajemy adres albo całą domenę do disavow.txt i problem rozwiązany. To czy warto korzystać z tej opcji, budzi w środowisku SEO potężne kontrowersje i pewnie budzić będzie tak długo, jak długo będziemy mieć możliwość "pokazywania palcem" stron, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego.

Okej, przejdźmy dalej. Niedawno +Marta Gryszko wspomniała o możliwości zgłoszenia do indeksacji świeżo powstałej podstrony.

Co ciekawe, działa to w tempie błyskawicznym. Adres: http://tiny.cc/nwjk2w

No i wielkie novum, którym Google mnie dzisiaj kompletnie ogłuszyło, a o którym jako pierwszy poinformował bodaj +marek płatek - formularz pozwalający na wskazanie Google strony, która (choć niewielka) powinna być naszym zdaniem wyżej punktowana przez wyszukiwarkę:

formularz do zgłoszenia wartościowej strony
Bo małe jest piękne...? Adres: http://tiny.cc/pvjk2w

Co będzie następne? Trudno mi sobie wyobrazić. W tym momencie wciąż czuję się lekko zdezorientowana, bo o ile jeszcze byłam w stanie zrozumieć narzędzia ułatwiające wskazywanie stron jawnie łamiących np. prawa autorskie, o tyle nie pojmuję najnowszego googlowskiego "wynalazku". Czyżby formularze do zgłaszania "złego" stały się tak popularne, że Google postanowiło, by i "dobre" było wskazywane przez użytkowników? Tylko w tym momencie to właściwie kto tu komu świadczy usługi? Google nam czy my Google?

niedziela, 19 maja 2013

Czy bać się Pingiwna 2.0?

Jego nadejście zwiastuje już nie tylko Matt Cutts (spec od walki ze spamem w Google, zaprezentowany na fotce poniżej), ale i sami pozycjonerzy. Wiele osób wręcz histerycznie reaguje na hasło "aktualizacja Pingwina" (czyli fragmentu algorytmu Google, odpowiedzialnego za ocenę linków prowadzących do stron internetowych). Czy jednak jest się czego bać?

Matt Cutts, postać raczej nielubiana przez środowisko SEO

Pingwin i Panda

Od ich pojawienia się na scenie SEO minęło już ładnych parę miesięcy. Faktycznie oba "zwierzaki" Google namieszały w wynikach i dało się to dość boleśnie odczuć. Jednak Google nie zaprzestało pracy nad swoim algorytmem, wprowadzało (i wciąż wprowadza) zmiany i ulepszenia i znaczna część stron powróciła na swoje miejsce w SERP-ach.

Są osoby, które przeklinają Google za zbyt daleko idące zmiany w algorytmie wyszukiwania i ukrócanie niektórych praktyk, pozwalających na szybkie osiąganie wyników. Miłośnicy Systemów Wymiany Linków, Blastów, farm linków, stron zapleczowych o fatalnej jakości merytorycznej rzeczywiście mają powody do zgrzytania zębami. Ale gdyby tak na chwilę postawić się na miejscu Google? Szybko można by dojść do wniosku, że na jego miejscu prawdopodobnie zrobiłoby się to samo, a może i poszło o parę kroków dalej.

Walka ze spamem

Należę do osób, które nie są miłośnikami metod Black Hat SEO. Na widok spamu w wyszukiwarkach szlag mnie ciężki trafia, a cwaniaków przemycających słowa kluczowe w tekstach kompletnie z nimi nie związanymi - nie trawię. I jestem jak najbardziej ZA uniemożliwieniem takim właśnie cwaniakom robienia zamieszania. Zwłaszcza, że stosując nieczyste zagrywki doprowadzają do sytuacji, w której coraz mniej rzeczy Google traktuje jako dozwolone.

Pamiętacie czasy, gdy istotną rolę w ocenie strony odgrywały tagi META? Nadużywanie ich doprowadziło do tego, że obecnie znaczenie ma już dla Google tylko "title". A "gęstość" słów kluczowych na stronie? Dzięki cwaniakom wrzucającym setki tych samych haseł w treść strony, byle wywindować wyniki, musimy teraz nieźle się nagimnastykować, by znaleźć złoty środek. Informowanie na forach o ciekawych stronach, produktach i usługach? Spamerzy zalali fora dyskusyjne i blogi, uniemożliwiając przeciętnym użytkownikom wymianę rzeczywiście ciekawych linków (te są albo przez administrację natychmiast kasowane, albo opatrywane atrybutem "nofollow"). Liczba miejsc, z których można by legalnie, grzecznie i zgodnie z wytycznymi Google zdobywać odnośniki, skurczyła się właśnie dzięki zabiegom stosowanym przez spamerów. Tylko dlaczego pretensje kierowane są pod adresem Google, a nie owych kombinatorów? Nie mam pojęcia.

Czy Pingiwn 2.0 oczyści sieć?

Wątpliwe. Co najwyżej kolejny raz ograniczy możliwości osób zajmujących się promowaniem stron w wyszukiwarkach. Trzeba będzie znaleźć nowe metody, znów eksperymentować, szukać nowych inspiracji, pomysłów i tym podobne i tak dalej. Mam jednak cichą nadzieję, że po łapach dostaną przede wszystkim spamerzy, a osoby preferujące metody mające więcej wspólnego z WHS niż BHS, nie zostaną potraktowane na równi z panami noszącymi czarne kapelusze. Jak to będzie? Czas pokaże. Mam jednak wrażenie, że Pingiwn 2.0. wielkiej krzywdy nie zrobi stronom o bogatej zawartości merytorycznej, zoptymalizowanym zgodnie z wytycznymi Google, dbającym o swoje "sąsiedztwo" i linkowanym z głową. A przynajmniej taką mam nadzieję. Może dzięki temu więcej osób przestanie stawiać na "szybkość" zamiast na "jakość" i zauważy, że zwyczajnie warto poświęcić więcej czasu i pracy na optymalizację i promocję witryny, bo w perspektywie czasu takie działanie po prostu się opłaci?

Równie dobrze może się okazać, że po łapach dostaniemy wszyscy jak leci ;) W końcu o Google jedno wiemy na pewno - jest nieobliczalne!

I tym radosnym stwierdzeniem kończę niedzielny wpis. Życzę wszystkim miłego weekendu i jak najmniej siniaków po starciu z Pingwinem, który ponoć jest już coraz bliżej ;)

piątek, 8 lutego 2013

Jak to jest z tym pozycjonowaniem?

Hasło "pozycjonowanie" jest wśród polskich Internautów zdecydowanie bardziej rozpoznawalne niż jeszcze kilka lat temu. Co więcej - chyba każdy prowadzący stronę internetową (czy to sklep, blog, wortal) chce być dobrze "wypozycjonowany". Są jednak i tacy, którzy zaczynając działalność w sieci nieco gubią się w otrzymywanych na skrzynkę e-mail ofertach promocji ich serwisów w Internecie. A i hasło "pozycjonowanie" używane w kontekście trudnych do wyobrażenia sobie sukcesów, niewiele im mówi. Przyjrzyjmy się zatem zagadnieniu oczami laika i sprawdźmy o co właściwie z tym pozycjonowaniem chodzi.

Daj znać, że istniejesz

To w sieci najważniejsze. Założenie strony www czy bloga niewątpliwie daje satysfakcję. Ale byłoby dobrze, gdyby na tę stronę czasem ktoś zajrzał, wpis na blogu skomentował czy choćby z zainteresowaniem śledził kolejne notki (co pokazują dołączone do blogów statystyki). I tutaj w grę wchodzi właśnie pozycjonowanie, którego rolą - mówiąc jak najprościej - jest zasygnalizowanie wyszukiwarkom internetowym, że utworzona przez nas strona działa w sieci, zaś my spragnieni jesteśmy jej spopularyzowania.

Różne techniki promocyjne

Pozycjonowanie powinno być utożsamiane z optymalizacją, czyli dostosowaniem strony internetowej do potrzeb zarówno użytkowników, jak i robotów wyszukiwarek. Wiele osób niestety pomija ten etap i koncentruje się na "podbijaniu" swojej pozycji w sieci: spamuje fora internetowe, rozsyła mailingi, nęka nieznajomych na portalach społecznościowych i pozyskuje linki do swojej strony, gdzie tylko się da. Takie metody nie są mile widziane ani przez innych użytkowników Internetu, ani przez same wyszukiwarki. Zresztą wystarczy zastanowić się nad taką sytuacją: czy bylibyśmy zachwyceni, gdyby w środku nocy budziły nas telefony z informacją o otwarciu nowej cukierni w okolicy? Gdyby właściciel owej cukierni nachalnie pchał się nam do mieszkania z plikiem ulotek w ręku, a grzecznie wyproszony, usiłował natychmiast wrócić do nas przez okno? Czy nasza okolica wyglądałaby schludnie, gdyby na każdym kroku wisiały plakaty wspomnianego lokalu, z których krzyczałoby hasło "WEJDŹ DO NAS!!!"? Raczej nie jest to szczyt marzeń przeciętnego mieszkańca przeciętnego osiedla. Tymczasem Internet to właśnie takie globalne osiedle, a jego użytkownicy są jego mieszkańcami. Agresywne promowanie strony może zniechęcić do niej równie skutecznie, jak do podanej w przykładzie cukierni (bo kto po takiej akcji promocyjnej chciałby zbliżyć się choć na krok do jej właściciela?). Co więcej - takich zachowań nie tolerują także same wyszukiwarki i potrafią skutecznie ukrócić zapędy osób bezwzględnie spragnionych rozsławiania w Internecie swoich stron. Filtry i bany nakładane są coraz częściej - czy warto zatem ryzykować?

Uwaga, gwarancja!

Niepewny jak reklamować swoją stronę użytkownik, zapewne uśmiechnie się na widok maila w swojej skrzynce informującego go o gwarantowanych pozycjach w najpopularniejszej obecnie wyszukiwarce Google. Miejsce w TOP10? Żaden problem! Gwarancja wyników? Cóż to dla nas!

Niestety rzeczywistość nie pokrywa się z ofertami handlowymi, a gwarancji na uzyskanie konkretnego miejsca w wyszukiwarce dać się po prostu nie da. Dlaczego? Z wielu powodów, z których warto wspomnieć choćby o:
  • zmianach wprowadzanych bezpośrednio w wyszukiwarkach (działania, które kiedyś dawały dobre rezultaty, mogą teraz przynosić wyniki co najwyżej średnie, a w skrajnych przypadkach całkowicie stracić na znaczeniu)
  • zmianach w samej sieci (zdobyte, wartościowe odnośniki z serwisów pokrewnych tematycznie naszej stronie, zostają zamknięte przez ich właścicieli. Co to oznacza dla nas? Utratę dobrych linków, które wspomagały budowanie pozycji naszego serwisu w Internecie)
  • konkurencji - a ta przecież nie śpi! Również promuje własne serwisy, stosując mniej lub bardziej aprobowane przez Google działania. Niemniej walczy o swoje miejsce w wyszukiwarkach.
Jak zatem można, biorąc pod uwagę choćby tylko te trzy wspomniane wyżej punkty, cokolwiek gwarantować? No cóż - nie można. Jakkolwiek pięknie nie brzmiałoby hasło "gwarantujemy pierwsze miejsce" nie wolno zapominać o tym, że słów kluczowych (zwłaszcza tych, które są uznawane za konkurencyjne) zwyczajnie nie da się "na 100%" ulokować na pierwszym miejscu wyników (i to jeszcze "na stałe").

Co pozostaje?

Działania aprobowane przez wyszukiwarki i przyjazne dla użytkowników. Takie jak:
  • optymalizacja witryny i mądre pozyskiwanie odnośników do swojej strony
  • informowanie o stronie zamiast spamowania na jej temat
  • szukanie wartościowych serwisów, które zgodzą się opublikować link do naszej strony (w miejsce wrzucania linków wszędzie, gdzie tylko uda się je zamieścić)
  • częste aktualizowanie treści w serwisie
  • regularne korzystanie z narzędzi dla webmasterów i sprawdzanie jakości prowadzących do naszej strony odnośników (i w razie potrzeby "odcinanie" im dostępu do naszej witryny)
Warto pamiętać o tym, że zastosowanie całego wachlarza działań zgodnych z wytycznymi Google odnośnie optymalizacji i pozycjonowania (tzw. White SEO) wymaga poświęcenia uwagi, czasu, a także środków finansowych (i nie da się ukryć - również cierpliwości). Z tego też względu użytkownicy zlecają często promocję własnej strony osobom trzecim, które nie tylko mają doświadczenie w branży, ale też - tak zwyczajnie i po ludzku - lubią zajmować się SEO. Bo ciągłe doskonalenie swoich technik, "dopieszczanie" stron i obserwowanie jak pną się w górę w wynikach wyszukiwania, po prostu wciąga.

sobota, 2 lutego 2013

Krótko o wyszukiwarkach

Wyszukiwarki internetowe są jednym z podstawowych narzędzi, jakimi posługują się dziś Internauci. Wiele osób jako stronę startową w swojej przeglądarce ustawia właśnie ulubioną wyszukiwarkę i to ona jako pierwsza pojawia się na ekranie, niemal tuż po uruchomieniu komputera i rozpoczęcia korzystania z sieci. Skąd popularność tego właśnie narzędzia? Cóż, odpowiedź jest prosta - wyszukiwarka to potężna baza informacji, która skutecznie zmniejszyła popularność różnego typu drukowanych informatorów czy encyklopedii. Jeśli chcemy szybko uzyskać jakieś informacje, wyszukiwarka okazuje się idealnym narzędziem do odnajdywania w Internecie różnych danych, firm, osób, a nawet przepisów kulinarnych. Nie zawsze tak jednak było.

Wyszukiwarka w Twojej dłoni

Bynajmniej nie mamy na myśli telefonu komórkowego umożliwiającego przeglądanie sieci czy tableta - nie, nic z tych rzeczy. Kiedyś, wcale nie w takiej zamierzchłej przeszłości, bo raptem kilkanaście lat temu, adresy stron www wypisywane były w niewielkich książeczkach i w Polsce cieszyły się sporym zainteresowaniem (zwłaszcza wśród nieco starszych Internautów). Przypominały one mini książki telefoniczne i podawały linki do najpopularniejszych i najbardziej użytecznych (zdaniem autorów) stron www. I faktycznie - wielu polskich, początkujących Internautów, nie wyobrażało sobie korzystania z Internetu bez takiej małej ściągawki pod ręką.
źródło: Weltbild

Internet oczywiście się rozrastał, a nowe strony internetowe pojawiały się w nim szybciej, niż grzyby po deszczu. Niektóre serwisy zaś były opuszczane przez swoich twórców, a ich adresy wygasały i wracały do puli NASK-u. "Ściągi" szybko przestawały być zatem aktualne i wymagały nanoszenia przez ich użytkowników własnych korekt i uwag. Mimo to drukowane "wyszukiwarki" nie zniknęły z rynku, czego dowodem jest choćby "Taki jest Internet" wydany w roku 2001. Dużo obszerniejszy, z dodatkowymi informacjami (w tym wydrukowanymi zrzutami ekranu niektórych opisywanych stron) był całkiem dobrą opcją dla wszystkich, którzy wciąż w Internecie nie potrafili poruszać się samodzielnie i płynnie, a wskazówki i konkretne adresy były dla nich bezcenne.

źródło: Allegro

Warto też przy tej okazji wspomnieć, że adresy ciekawych serwisów www drukowała także prasa związana choćby z rynkiem gier komputerowych. To z takich czasopism gracze spisywali adresy, a następnie "wklepywali" je w swoje przeglądarki.

Należy też zauważyć, że popularność drukowanych ściąg z adresami wynikała też z warunków, w jakich
z sieci korzystali polscy Internauci na początku XXI-ego wieku. Ograniczeni przez dość wolne, a jednocześnie drogie łącze (modemy Telekomunikacji Polskiej), nie chcieli tracić czasu i pieniędzy na poszukiwanie konkretnych informacji bezpośrednio w sieci - wygodniej (i o ileż taniej!) było zawczasu przygotować sobie listę adresów do odwiedzenia i po uruchomieniu przeglądarki, wchodzić na wybrane już wcześniej strony.

Wyszukiwarki, jakie znamy dzisiaj

Pierwsza wyszukiwarka przypominająca te, z jakich korzystamy dzisiaj, powstała w zasadzie w tym samym czasie co pierwsza przeglądarka i strona internetowa - w roku 1990. Od tamtej pory przez sieć przewinęło się kilkadziesiąt różnych wyszukiwarek, z których najpopularniejszymi były:
  • 1990 Archie
  • 1992 WWW Wanderer
  • 1994 Yahoo!
             WebCrawler
  • 1995 AltaVista
  • 1996 Google - dostępne na Uniwersytecie Stanforda (pod adresem: http://google.stanford.edu)    
             HotBot
  • 1998 Google (już pod adresem http://google.com)
  • 2000 Baidu
  • 2005 MSN Search
  • 2006 Google custom search engine
  • 2007 Windows Live Search
  • 2008 Wikia Search
  • 2009 Bing
    źródło danych: Wikipedia
Polska nie zamierzała być w tyle w stosunku do zachodnich konkurentów i również tworzyła własne wyszukiwarki. Nie wymienimy ich wszystkich, ale być może pamiętacie niektóre z tych, których ttuły widnieją poniżej?
  • 1991 Emulti
  • 1996 NEToskop
             Infoseek Onet (w 2008 roku zastąpiony przez Google)
  • 2001 NetSprint
             AltaVista Interia (w 2008 roku zastąpiona przez Google)
  • 2003 Szukacz
  • 2004 Szook
             Gooru
  • 2006 Giga
             Hidee.org
             NetSeek.pl
  • 2011 Spaiki
             Swoper
    źródło danych: Wikipedia
Oczywiście zachodnie wersje wyszukiwarek również podbijały nasz rynek, polskiej wersji Google doczekaliśmy się już w 2002 roku, a pierwsza wyszukiwarka Archie zaistniała w polskiej wersji w cztery lata po swojej premierze za oceanem (czyli w 1994 roku).

And the winner is...

Nie da się ukryć, że już kilka lat temu światowy rynek zdominowała wyszukiwarka Google i to z niej najczęściej korzystają użytkownicy. Z tego też względu poświęcimy jej jeszcze wiele miejsca na tym blogu i spróbujemy również na Google spojrzeć od trochę innej strony ;)