Dziś będzie krótko (no może nie tak znów całkiem krótko), ale za to łopatologicznie.
Od jakiegoś czasu część branży chodzi podekscytowana, jakby dopiero teraz przejrzała na oczy i dostrzegła sens działań SEO. Content, treści przyjazne dla użytkowników, a jeśli zaplecze - to również z wartościowymi tekstami, a nie mieszankami w stylu "Ala kocha żaluzje. Warszawa to dobre miejsce na zakup rolety. Rzymskie drogi już dawno przestały się liczyć dla Ali, jednak przecież nie to jest dla niej ważne tylko tanie żaluzje w Warszawie". Chryste...
Oczywiście miłośnicy strategii "nawalania linkami" i stawiania setek zaplecz o wartości merytorycznej zbliżonej do wyżej wymienionej, mogą powiedzieć: "Ewelina, weź się puknij w globus. Co komu po dobrej stronie, jeśli nie ma jej wysoko w wynikach?". Fakt. Ale co komu po stronie, która może i zajmuje pierwsze miejsce w SERPach, ale jej wygląd czy zawartość merytoryczna jest tak tragiczna, że użytkownik po minucie machnie na nią ręką i zacznie przeglądać kolejne witryny?
Poniżej przykład z życia wzięty (wybaczcie brak grafik)
Strona przez poprzednią firmę była traktowana metodami opisanymi we wstępie. Nie była zoptymalizowana kompletnie, wyglądała tragicznie i nasuwała silne skojarzenia z apokalipsą mającą wytłuc wszystkie żywe stworzenia, może poza karaluchami schowanymi w wyeksponowanych w nagłówku serwisu stogach siana. Całość utrzymana w kolorze czerni, brązu i szarości, postawiona na jednym z systemów "Zrób se panie stronę". Dało się na nią trafić z Google, czemu nie. Tylko jeśli ktoś szuka wsparcia psychologicznego (a taka była tematyka witryny), to raczej nie skieruje się do osoby, której strona wywołuje palpitacje serca i bez mała powoduje pojawienie się w głowie myśli samobójczych. Współczynnik odrzuceń i czas spędzany przez użytkowników na stronie mówił zresztą sam za siebie. 85% tych pierwszych i niecała minuta poświęcona na "eksplorację".
Po odrestaurowaniu serwisu, nadaniu mu zupełnie nowego charakteru, zoptymalizowaniu, uporządkowaniu treści, strona nie tylko pofrunęła do góry w SERPach, ale też zaczęła generować to, na czym zależy nam wszystkim najbardziej. W tym przypadku - telefony w gabinecie zaczęły się urywać. Współczynnik odrzuceń spadł (obecnie to około 30%), a czas spędzony na stronie wydłużył się średnio o dwie minuty. Strona, z której użytkownicy wychodzą (po przejrzeniu oferty i cennika), to strona kontaktu.
Wnioski?
Content i wygląd mają znaczenie kolosalne, jeśli chcemy użytkownika nie tylko na stronę skierować, ale też go na niej utrzymać. Archaiczne twory trudne w nawigacji i odstraszające, mogą być dzięki linkom czy SWL-om na pozycjach szczytowych i generować niewielką konwersję. Osobiście się temu zjawisku nie dziwię.
Dbajmy więc o użytkowników, nie zapominając o Google, ale to na userach skupiajmy się w pierwszej kolejności. Jak konkretnie? Obiecałam, że w najbliższym czasie podzielę się swoimi sposobami (nie wszystkimi rzecz jasna) i omówię dokładnie dwa przypadki z różnych branż, dla których udało mi się w ostatnim czasie mocno zwiększyć pozycje, ruch i konwersję. Nie to, żebym była jakimś cudem natury, na miano geniuszy w branży zasługują kompletnie inne osoby, choćby +Artur Strzelecki czy +Karol Dziedzic. Ale póki co moja dusza też daje radę i pozycjonowanie "na wyczucie" daje całkiem niezłe rezultaty. To podejście nieco odmienne, ale może dzięki temu z większym zainteresowaniem się z nim zapoznacie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawartość strony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawartość strony. Pokaż wszystkie posty
środa, 16 października 2013
wtorek, 23 lipca 2013
Nie taki duplikat straszny, jak go malują?
![]() |
| Duplikowanie? Ja podziękuję ;) |
w okolicach 2010 roku zaczęły pojawiać się wręcz wymagania unikatowych wpisów w katalogach
i z czasem praktyka ta rozszerzyła się na wszystkie obszary związane z SEO, a dzisiaj - jest to "oczywista oczywistość" ;) W myśl zasady, którą zresztą sama wyznaję, że dobry (a zatem niepowtarzalny i wartościowy dla odbiorcy) content jest jednym z podstawowych wyznaczników osiągania dobrych wyników w SERP, specjaliści
z branży rozpoczęli walkę z duplikatami. O tym, jak są one szkodliwe, przestrzegał zresztą i Matt Cutts, naczelny specjalista Google od mydlenia oczu pozycjonerom. Sen z powiek spędzały nam zatem treści kopiowane z innych serwisów - opisy produktów w sklepach internetowych, newsy branżowe publikowane na zasadzie cytatu itp. itd. Do czasu...?
i z czasem praktyka ta rozszerzyła się na wszystkie obszary związane z SEO, a dzisiaj - jest to "oczywista oczywistość" ;) W myśl zasady, którą zresztą sama wyznaję, że dobry (a zatem niepowtarzalny i wartościowy dla odbiorcy) content jest jednym z podstawowych wyznaczników osiągania dobrych wyników w SERP, specjaliści
z branży rozpoczęli walkę z duplikatami. O tym, jak są one szkodliwe, przestrzegał zresztą i Matt Cutts, naczelny specjalista Google od mydlenia oczu pozycjonerom. Sen z powiek spędzały nam zatem treści kopiowane z innych serwisów - opisy produktów w sklepach internetowych, newsy branżowe publikowane na zasadzie cytatu itp. itd. Do czasu...?
Wczoraj Matt Cutts wrzucił na YouTube krótki filmik poświęcony ww. problemowi - co z duplikatami, które np.
z uwagi na aspekty prawne, muszą zostać udostępnione w niezmienionej formie?
z uwagi na aspekty prawne, muszą zostać udostępnione w niezmienionej formie?
Matt, głosem zatroskanego ojca narodu, odpowiada na postawione wyżej pytanie i odpowiedź tę można
w zasadzie sprowadzić do jednego zdania. Kochane dzieci, jeśli Wasza zduplikowana treść nie jest spamem, nic złego Wam nie grozi!
w zasadzie sprowadzić do jednego zdania. Kochane dzieci, jeśli Wasza zduplikowana treść nie jest spamem, nic złego Wam nie grozi!
Tylko czy aby na pewno?
Co tak naprawdę liczy się dla Google, wie tylko... samo Google. A z wieloletnich doświadczeń branży wynika, że unikaty mają znaczenie i pomagają w uzyskiwaniu wyższych pozycji w wynikach wyszukiwania. Zatem nowe rewelacje Matta nie powinny, w mojej ocenie, wpłynąć na machnięcie przez nas ręką na wprowadzane
w serwisach treści. Bo "skoro Matt mówi, że można kopiować - kopiujmy". Nie. Tam, gdzie jest to możliwe, walczmy o dobre i niepowtarzalne teksty. Jeśli musimy wstawić duplikat - zróbmy to, podając źródło. Ale nie twórzmy armii klonów, choćby nie wiem jak dobry jakościowo był tekst wyjściowy.
w serwisach treści. Bo "skoro Matt mówi, że można kopiować - kopiujmy". Nie. Tam, gdzie jest to możliwe, walczmy o dobre i niepowtarzalne teksty. Jeśli musimy wstawić duplikat - zróbmy to, podając źródło. Ale nie twórzmy armii klonów, choćby nie wiem jak dobry jakościowo był tekst wyjściowy.
niedziela, 21 lipca 2013
Treści na stronie + Fresh Content Bonus ;)
Mój zeszłotygodniowy wpis poświęcony sile contentu wywołał dyskusję, jakiej absolutnie się nie spodziewałam. Ale, jak to zwykle w środowisku SEO bywa, odpowiedzi na mojego posta były skrajnie różne. Te, które przewijały się najczęściej, miały pi razy drzwi następujący charakter:
Zgoda, wpis poświęcony był stronie młodej i tylko jednej, ponieważ chodziło mi o zarysowanie ciekawego zjawiska i zaprezentowanie, że można dobrą treścią podciągnąć pozycję witryny na wyższe miejsca w Google. Co - w dobie Pandy - absolutnie nie jest przecenione (oczywiście moim zdaniem). Bardzo mnie też ucieszyło podejście jakie zaprezentował Mariusz Kołacz - nie wrzucił on od razu moich spostrzeżeń do kosza, ale postanowił włączyć się do zabawy pod tytułem "Poeksperymentujmy z treścią na stronie i zobaczmy co z tego wyniknie" ;)
W kwietniu wciąż nie miałam głowy do zajmowania się własną stroną, zoptymalizowałam ją nieco i pozostawiłam własnemu losowi. Po majowym przejściu Pingwina i "wyniuchaniu na duszę" większego ruchu w temacie Pandy (o czym wspomniałam i na blogu) postanowiłam rozpocząć eksperymenty z treścią. W czerwcu sytuacja nieco się odmieniła:
Uczciwie przyznam, że w tym okresie pozyskałam również parę linków, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. No, może dwóch, ale szału nie było, o żadnych blastach czy innych świństwach nie wspominając. Ot, postanowiłam dodać stronę choćby do paru katalogów Zgreda, uruchomiłam nowe witryny dla Klientów. Żadne zintensyfikowane akcje pozyskiwania odnośników nie miały miejsca.
- Pffffff! Też odkrycie Ameryki. Wiadomo, content is king!
- Eeee, bzdura. Totalnie przeceniona siła contentu :/
- Jeden przykład? Mało! Nie sposób z tego wyciągnąć wniosków!
Zgoda, wpis poświęcony był stronie młodej i tylko jednej, ponieważ chodziło mi o zarysowanie ciekawego zjawiska i zaprezentowanie, że można dobrą treścią podciągnąć pozycję witryny na wyższe miejsca w Google. Co - w dobie Pandy - absolutnie nie jest przecenione (oczywiście moim zdaniem). Bardzo mnie też ucieszyło podejście jakie zaprezentował Mariusz Kołacz - nie wrzucił on od razu moich spostrzeżeń do kosza, ale postanowił włączyć się do zabawy pod tytułem "Poeksperymentujmy z treścią na stronie i zobaczmy co z tego wyniknie" ;)
No dobrze, ale skoro już ową burzę wywołałam mówiąc "A", wypadałoby powiedzieć także "B". Proszę uprzejmie, weźmy dziś na tapetę moją własną stronę firmową.
Jak większość osób zajmujących się SEO zawodowo (tak przynajmniej wynika z dyskusji, jakie prowadzę z ludźmi z branży) zdecydowanie większą wagę przykładam do stron Klientów, niż do własnej. Oznacza to, że o ile wprowadzam jakieś zmiany w serwisie i czasem pozyskam parę linków, o tyle nie poświęcam mu zbyt dużo czasu. Prosta sprawa - to Klienci są priorytetem, a nie moja witryna (na pytania w stylu "Idiotyzm, to jak pozyskujesz Klientów?" odpowiem od razu krótko, że nie od samego TOP10 zależy czy ma się zlecenia czy nie - wiele osób po prostu mnie poleca znajomym firmom lub własnym kontrahentom; ale zeszłam z tematu).
Badając wpływ contentu na pozycje w wyszukiwarce nie mogłam rzecz jasna nie poeksperymentować i na własnej stronie. Zanim jednak zacznę publikować screeny pokazujące zmiany pozycji, napiszę słów parę o samej domenie:
- adres: http://artevia.pl
- data rejestracji domeny: 19.12.2006 (pierwsze treści zaczęły pojawiać się na stronie na początku 2007 roku)
- łączna liczba linków na dzień dzisiejszy (według GWT): 96522
Większość odnośników prowadzi z wykonanych przeze mnie stron, a anchory są zaiste cudne - głównie "design by ARTEVIA" ;) Zdarzają się i inne, bo zaprzyjaźnione serwisy nie mają nic przeciwko umieszczeniu linków o nieco bardziej sprecyzowanym brzmieniu, ale większość wygląda jak ten wcześniej wspomniany. Zresztą każdy może sprawdzić sam, narzędzi ci u nas dostatek.
Okej, do rzeczy.
Poniżej screeny dla kilku haseł sprzed wprowadzonych w treści strony zmian:
![]() |
| Marzec 2013 - tak na marginesie, audytu nie miałam wówczas w ofercie |
![]() |
| Czerwiec 2013 - audytu w ofercie wciąż brak, dodałam go w połowie lipca, ale o tym za chwilę |
Uczciwie przyznam, że w tym okresie pozyskałam również parę linków, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. No, może dwóch, ale szału nie było, o żadnych blastach czy innych świństwach nie wspominając. Ot, postanowiłam dodać stronę choćby do paru katalogów Zgreda, uruchomiłam nowe witryny dla Klientów. Żadne zintensyfikowane akcje pozyskiwania odnośników nie miały miejsca.
No i mamy lipiec. W połowie miesiąca dorzuciłam na stronę informację o audytach, jednocześnie nie pozyskując ani jednego odnośnika z anchorem "audyt" (poniżej screen z Majestica, a kto nie wierzy, niech sam sprawdzi):
I sytuacja na chwilę obecną w zakresie pozycji w SERP:
Linków od końca czerwca nie pozyskiwałam, więc oblegane "pozycjonowanie" nieco zdechło, za to pojawiły się całkiem fajne pozycje dla audytu (co tylko potwierdza premiowanie nowych treści w Google, o czym też toczyła się dyskusja przy okazji contentu). W górę poszło "tworzenie" i "projektowanie" z hasłami lokalnymi, choć dla tych konkretnych anchorów nie pozyskiwałam odnośników od dość dawna (tu ograniczyłam się do zmian w treści).
Rzecz jasna powyższe screeny prezentują tylko wycinek fraz, na które sprawdzam swoją stronę, ale chodziło mi dzisiaj o pokazanie tych dość mocno obleganych słów kluczowych i o wskazanie zmian "na plus" po manipulacjach z treścią w serwisie. Dla łatwiejszych haseł efekty są zdecydowanie bardziej spektakularne, ale o tym pozwolę sobie napisać w przyszłym tygodniu.
A zatem - czy treści na stronie mają znaczenie? Jasne, mają (odkrycia Ameryki nie ma). Czy to znaczenie jest duże? W mojej ocenie - tak. Ale zrozumiem też sceptyków, którzy preferują inne metody windowania własnych stron w wyszukiwarkach.
niedziela, 14 lipca 2013
Potęga contentu
Treść na stronie ma kluczowe znaczenie w przypadku pozycjonowania metodami White Hat SEO (a przynajmniej metodami najbliższymi temu ideałowi). O ile bowiem "Czarna Strona Mocy" może dzięki wykorzystaniu siły spamu doprowadzić do sytuacji, w której po wpisaniu słowa "kłamca" w Google wyskoczy nam strona premiera, o tyle metodami WHS takiego efektu nie da się osiągnąć. Ale z drugiej strony, komu z WHS zależałoby na wprowadzeniu użytkownika Internetu w błąd i podsuwaniu mu strony, która z wyszukiwanym hasłem ma niewiele wspólnego? Abstrahuję tutaj od politycznego przykładu podanego wcześniej, bo nie polityką będę się w tym wpisie zajmować ;)
W ostatnich miesiącach przeprowadziłam pewien eksperyment, który potwierdził, że Google w większym niż kiedykolwiek stopniu zwraca uwagę na treść strony. A przypominam - jeszcze nie tak dawno temu możliwe było osiągnięcie TOP10 dla serwisów, które zawartością merytoryczną kompletnie nie grzeszyły. Odpowiednie linki załatwiały sprawę, parę słów na krzyż na stronie (zgodnych z pozycjonowanymi hasłami) okazywało się wystarczające (przynajmniej dla fraz o niskiej bądź średniej konkurencyjności). Zabawa skończyła się wraz z nadejściem Pandy, która nie miała litości dla witryn prezentujących jakieś ochłapy informacji w miejsce solidnego contentu.
Wracając do eksperymentu, o którym wspomniałam wcześniej. W maju postawiłam świeżą stronę, na nowej domenie (dla znajomego, który zgodził się poświęcić stronę do celów analitycznych, pod warunkiem że efekty prac pojawią się najpóźniej w ciągu 3 miesięcy). Stronę zoptymalizowałam i zasilałam linkami, ale treść potraktowałam po macoszemu. Pierwsze efekty pozycjonowania dały się zauważyć dość szybko - sprawa jasna: to FSB pozwoliło cieszyć się szybkimi wynikami:
Jak jednak wiadomo Fresh Site Bonus równie szybko się pojawia, co równie szybko kończy, więc czerwiec przyniósł już skoki i spadki (treści na stronie wciąż było tyle, co na lekarstwo - dopiero w połowie miesiąca zaczęłam stopniowo dodawać unikalne i rozbudowane teksty, sprawdzając jak też Google zechce na to zareagować):
Do końca czerwca całą stronę uzupełniłam wartościowymi tekstami, dodałam zdjęcia (opatrzone altem), bardziej skupiając się na optymalizacji treści niż na pozyskiwaniu linków. Efekt? Poniżej screen z bieżącego miesiąca:
Wniosek może być tylko jeden - Google rzeczywiście w większym niż kiedykolwiek wcześniej stopniu docenia content. Co więcej, dobra treść chętniej jest przekazywana dalej, w związku z czym problem linkowania rozwiązuje się w dużym stopniu sam. Pozyskiwanie wartościowych odnośników wciąż oczywiście jest istotne, ale dla haseł o średniej konkurencyjności (jak w tym przypadku) sama zawartość witryny potrafi zapewnić jej wysokie miejsca w SERP.
W ostatnich miesiącach przeprowadziłam pewien eksperyment, który potwierdził, że Google w większym niż kiedykolwiek stopniu zwraca uwagę na treść strony. A przypominam - jeszcze nie tak dawno temu możliwe było osiągnięcie TOP10 dla serwisów, które zawartością merytoryczną kompletnie nie grzeszyły. Odpowiednie linki załatwiały sprawę, parę słów na krzyż na stronie (zgodnych z pozycjonowanymi hasłami) okazywało się wystarczające (przynajmniej dla fraz o niskiej bądź średniej konkurencyjności). Zabawa skończyła się wraz z nadejściem Pandy, która nie miała litości dla witryn prezentujących jakieś ochłapy informacji w miejsce solidnego contentu.
Wracając do eksperymentu, o którym wspomniałam wcześniej. W maju postawiłam świeżą stronę, na nowej domenie (dla znajomego, który zgodził się poświęcić stronę do celów analitycznych, pod warunkiem że efekty prac pojawią się najpóźniej w ciągu 3 miesięcy). Stronę zoptymalizowałam i zasilałam linkami, ale treść potraktowałam po macoszemu. Pierwsze efekty pozycjonowania dały się zauważyć dość szybko - sprawa jasna: to FSB pozwoliło cieszyć się szybkimi wynikami:
![]() |
| Maj 2013 - Fresh Site Bonus |
Jak jednak wiadomo Fresh Site Bonus równie szybko się pojawia, co równie szybko kończy, więc czerwiec przyniósł już skoki i spadki (treści na stronie wciąż było tyle, co na lekarstwo - dopiero w połowie miesiąca zaczęłam stopniowo dodawać unikalne i rozbudowane teksty, sprawdzając jak też Google zechce na to zareagować):
![]() |
| Czerwiec 2013 - koniec FSB widać wyraźnie, podobnie jak moment, w którym Google zauważyło stopniowo wprowadzane treści |
Do końca czerwca całą stronę uzupełniłam wartościowymi tekstami, dodałam zdjęcia (opatrzone altem), bardziej skupiając się na optymalizacji treści niż na pozyskiwaniu linków. Efekt? Poniżej screen z bieżącego miesiąca:
![]() |
| Lipiec 2013 - jak widać nastąpiły solidne wzrosty dla niemal wszystkich haseł |
Wniosek może być tylko jeden - Google rzeczywiście w większym niż kiedykolwiek wcześniej stopniu docenia content. Co więcej, dobra treść chętniej jest przekazywana dalej, w związku z czym problem linkowania rozwiązuje się w dużym stopniu sam. Pozyskiwanie wartościowych odnośników wciąż oczywiście jest istotne, ale dla haseł o średniej konkurencyjności (jak w tym przypadku) sama zawartość witryny potrafi zapewnić jej wysokie miejsca w SERP.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







