czwartek, 10 października 2013

Pingwin 2.1. - wnioski wysnute w oparciu o spadki


Wpis ten miał się ukazać dopiero w weekend, ale poczułam się zdopingowana niewybredną dyskusją na FB, z której wynikało, że:
- primo: osoba, której nie zleciały na łeb, na szyję pozycje z większej liczby domen, niż kilka, nie jest godna miana pozycjonera (co prawda zawsze wydawało mi się, że to umiejętność wyciągania wniosków z porażek świadczy o wiedzy, a nie porażki same w sobie);
- secundo: brak konkretów w wypowiedziach "kółka wzajemnej adoracji" (z którego wykluczono jedynie +Artura), świadczy o tym, że poziom wiedzy osób zabierających głos jest żenująco niski (ze wspomnianego kółka znam jedną osobę. No i Artura, ale on jest poza kółkiem, więc się nie liczy. Nieważne, widać czytelnicy wiedzą lepiej kto się do kogo umizguje);
- tertio: te nowe twarze brylujące w blasku fleszy, z pewnością pokazują swoje gęby wyłącznie w celu pozyskiwania Klientów i robienia ich w konia, bo przecież na robocie się nie znają.

Cała awantura to efekt wypowiedzi dla +Marty Gryszko siedmiu osób z branży i opublikowanie tychże wypowiedzi na łamach serwisu SeoStation. Fakt, konkretów zabrakło (znów wyłamał się Artur), ale i czasu na przeanalizowanie stron i wysnucie sensownych wniosków nie było zbyt wiele (nie wiem jak reszta "gwiazd", ale ja osobiście poza uśmiechaniem się do fleszy zwyczajnie pracuję po 12 godzin dziennie i na zajęcia dodatkowe brakuje mi nieco czasu). Tak czy owak, pisaną po kawałku (od soboty) analizę stron, które zaliczyły spadki, skończyłam zdopingowana ww. dyskusją. Efekty przedstawiam poniżej:

Przypadek 1.

Strona trafiła do mnie już z filtrem ręcznym. Oczyściłam profil linków, właściciel serwisu ponoć przesłał odwołanie i wprowadził zmiany optymalizacyjne, które mu sugerowałam od miesiąca, na co nastała sobota 05.10.2013. I już rano otrzymałam wiadomość, że zasugerowane przeze mnie zmiany doprowadziły do masakrycznych spadków, w związku z czym zostaną one cofnięte. Wyjaśniłam, że nie w tych zmianach tkwi problem, ale rozumiem zaniepokojenie, bo istotnie zbiegła się w czasie optymalizacja z Pingwinem, a Klient nowy i ma prawo nie mieć do mnie zaufania. Na jego miejscu też bym pewnie była pełna złych przeczuć. Tak czy owak, spadek (w oparciu o serwis webpozycja.pl, z którego korzystam naprzemiennie z seostation.pl) wyglądał tak:


Spadek dla dwóch fraz o 30 pozycji w dół, więc duży. Przypominam, że domena wciąż jest potraktowana filtrem ręcznym, czekamy z Klientem na odpowiedź na odwołanie.

Przyczyna spadku?
  • utrzymujący się filtr
  • profil linków (głównie z tych samych seokatów, wpkatów - części pierwszej się zrzekliśmy, z drugiej Klient usunął wpisy ręcznie - czy Google już to odnotowało, wie jedynie Google).
Dodatkowo strona jest dość uboga w treść, na co zwracałam uwagę - jeśli po Pingwinie 2.1. przeszła Panda (a wszystko na to wskazuje) spadek się utrzyma do czasu wprowadzenia modyfikacji na stronie. Klient modyfikacji się obawia, kółko się zamyka.


Przypadek 2.

Strona trafiła do mnie w maju 2013 w stanie straszliwym. Zdjęłam z niej filtr, przebudowałam od zera, zoptymalizowałam, chucham na nią i dmucham. Niestety i tu nastąpił spadek - nie tak znaczący, jak ten opisywany wyżej, ale za to na frazy jak najbardziej... brandowe.


Dwie frazy (właśnie brandowe) spadły najsilniej. Trzecia raptem kilka oczek w dół.

Zastanowiło mnie to bardzo, ponieważ według najnowszych wytycznych Google, należy skupiać się na promowaniu marki, możliwie jak najbardziej omijając linki typu EAM. 

Procent linków pozyskanych dla pierwszej frazy, to 4%. Dla drugiej - 13%. Źródło pochodzenia linków - serwisy tematyczne, z niewielką domieszką katalogów.

Przyczyna spadku?
  • być może (są to moje osobiste dywagacje) od już raz ukaranych Google oczekuje więcej: więcej dobrego contentu, więcej wartościowych linków tematycznych, większego zróżnicowania anchorów.

W przypadku tej strony zaczęłam wdrażać strategię mającą na celu pozyskanie w ciągu najbliższych 3 miesięcy nie więcej niż kilkudziesięciu odnośników, ale bardzo zróżnicowanych (w tym graficznych, no-follow). Żadnych katalogów, tylko strony tematycznie pokrewne. Żadnych zaplecz. Co z tego wyniknie, napiszę za 3 miesiące.


Przypadek 3.

Również interesujący. Domena pozycjonowana przeze mnie od blisko 5 lat, na frazy konkurencyjne (nie, nie wszystkie są w TOP10), która wywinęła przy okazji Pingwina 2.1. interesujący numer. Najlepiej obrazuje to wykres z seostation:


Wyraźnie widać, że tuż po Pingiwnie, strona pofrunęła do góry, by 8.10. spaść z hukiem. Jeśli wkrótce po Pingwinie do strony dotarła Panda, to spadek najprawdopodobniej jest jej zasługą (poszły w dół frazy, które wymagają optymalizacji w dużo szerszym zakresie, niż początkowo sądziłam - strona jest generalnie dynamiczna, zmienia się na niej dużo w treści w zależności od pory roku, pojawiają się nowe oferty, znikają stare i zabawa z jej optymalizowaniem nigdy się nie kończy).


I to chyba tyle. Specjalnie przejrzałam całą resztę witryn (łącznie z zapleczami jest to z 50 - wiem, mało imponujący wynik) i nigdzie spadków większych niż 3-5 pozycji w dół nie odnotowałam. Nie chcę ryzykować okrzyków, że takie spadki to nie spadki, więc po prostu pozwoliłam je sobie ominąć.

Wnioski?

Do łask wraca stare, dobre SEO. Dbaj o stronę, linkuj z głową, nie zrzekaj się linków "na wszelki wypadek", a jeśli wyszedłeś z filtra, nie pozwól władować się do niego ponownie - lepiej zrezygnować z kuszącego odnośnika w treści niż później płakać, że się na niego zdecydowało.

Pojawiły się głosy, że osoby, które uniknęły Pingwina 2.1. zajmują się małą liczbą stron i siedzą w branży zbyt krótko, by cokolwiek wiedzieć. Cóż, pozycjonowaniem zajmuję się od 7 lat i nie jeden raz dostałam baty od Google. Uniknęłam filtrów, ale spadki pozycji przy pierwszym Pingwinie zabolały mnie tak, jak te osoby, które dzisiaj krzyczą najgłośniej i są najbardziej wściekłe (nie dziwię się im, bo rok temu przeżywałam to samo). Czy jednak wyciąganie wniosków z przeszłości i trzymanie się bliżej WHS czyni ze mnie osobę niekompetentną, której jedynym życiowym celem jest brylowanie na forach i robienie w konia Klientów? Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech zwróci się bezpośrednio do moich Klientów - na pewno uzyska szczegółowe informacje.

6 komentarzy:

  1. Gdyby nie fakt że jestem zaręczony, poprosiłbym Ciebie o rękę! ;) Przepiękny opis polskiej "Elity SEO" i tego syfu, który po sobie zostawiają. Piątek zaczął się pięknie :D Dzięki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewelino ja przychodzę z roboty i jeszcze po niej siedzę nad seo 3-4h także też pracuję 11-12h dziennie, a przez ostatnie 3 dni nawet po 18h.

    Niektórych pozycjonerów chyba podniecają spadki, wnioski można wyciągnąć także ze wzrostów - o tym wielu zapomina.

    Brak konkretów świadczy o tym, że nikt nie będzie konkurencji sprzedawał metod, które u niego działają i opierają się nowemu Pingwinowi, dlatego grupa "adoratorów z FB" tak się wścieka. Ja tego nawet nie czytałem i nie będę czytał bo szkoda czasu.

    W odróżnieniu od Ciebie nie zamierzam się tłumaczyć dlaczego nie podałem konkretów. Ci co mnie znają z reala wiedzą (i nawet często na blogu to udowadniam, na SilesiaSEM w ostatnim artykule o nienaturalnych linkach również), że często do tematu podchodzę bardzo konkretnie i nie owijam w bawełnę, w tej jednak sytuacji nikt przy zdrowych zmysłach nie sprzeda swoich najlepszych strategii konkurencji. Panowie i Panie bądźmy poważni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przełknęłabym gadanie z FB, gdy nie stwierdzenie "oho, będą teraz łapać Klientów i robić ich w konia". W tym momencie cierpliwość mi się skończyła, bo kto mnie zna, ten wie że przekrętami się brzydzę, a co więcej - często bezinteresownie pomagam ludziom zagmatwanym w sprawy pokrewne SEO. I nagle ktoś mi wymyśla, że będę doić nieświadomych ludzi? O nie, takie gadanie nie zostanie bez odpowiedzi.

      Usuń
  3. Który super ekspert tak napisał? Ja tej dyskusji kompletnie nie śledziłem.

    Jak dla mnie sprawa jest jasna, co niektóre nieudolne osoby zadroszczą że jednak można, nie uzyskali informacji co zrobić, by być wysoko i teraz są tego skutki, wylewają żale i snują teorie spiskowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze dwóch takich było, na ich szczęście nazwisk nie pamiętam, bo gruchnęłabym nimi bez najmniejszych skrupułów. Grupę opuściłam (zaraz wyjdzie, że faktycznie prezentuję postawę urażonej primadonny :D), bo słabo mi się już robiło od tego wylewającego się na moim wallu jadu zmieszanego z żółcią. Dziwne, że nie wyciekło przez monitor i nie przepaliło podłogi.

      Usuń