Jakiś czas temu w społeczności SEO Poland zaczął krążyć filmik, w którym
Złotousty Matt Cutts informuje o sensie działań ręcznych i nienaturalnych linkach. Udostępniona w Google Webmaster Tools funkcja pozwala na sprawdzenie czy w witrynie dzieje się coś złego. No i owszem, weźmy taki przykład:
Drugie zdanie przyciągnęło uwagę wielu osób z branży - sugeruje bowiem, że Papa Google nie będzie nas karał za linki przychodzące (wszak są one w dużej mierze poza naszą kontrolą). Kliknięcie na "więcej informacji" powoduje pojawienie się kolejnej, uspokajającej planszy:
I cóż tu widzimy?
Google podjęło działania wobec nienaturalnych linków, a nie naszej witryny? Nic nie musimy robić, bo "z punktu widzenia Google nie będą one już brane pod uwagę przy wyznaczeniu rankingu?". No wspaniale! Czas otworzyć szampana, wygodnie usiąść i czekać, aż śmieciowe strony z linkami do naszego serwisu polecą w dół, a my wrócimy na szczyty.
No i w tym tkwi problem, że nie jest tak różowo, jak w pierwszej części komunikatu informuje nas Google. Bo kara pozostaje, nasza witryna spada w SERPach i wcale nie wydaje się, by miała kiedykolwiek wrócić do łask.
Spójrzmy zatem, co jeszcze w komunikacie zamieściło Google.
Ach, więc jednak? Mamy usuwać, w miarę możliwości, sztuczne linki prowadzące do strony i gdy już to zrobimy, wysłać prośbę o ponowne rozpatrzenie? I wówczas Google zastanowi się czy unieważnić ręczne działanie? To po co cała ta gadka "nie musisz nic robić", skoro i tak jeśli chcemy wrócić do łask,
musimy wyczyścić profil linków i
musimy wysłać zgłoszenie o ponowne rozpatrzenie, bo inaczej nikt nawet palcem nie kiwnie, by unieważnić ręczne działanie na naszej stronie? Gdyby tak nie wczytać się dokładniej, można by rzeczywiście spocząć na laurach i czekać, aż Google samo rozwiąże problem. I pewnie byłoby to czekanie na Godota.