środa, 26 czerwca 2013

Google znów zmienia reguły gry?

Z dużym zainteresowaniem przejrzałam dzisiaj wpis, który opublikował Cezzy. Wynika z niego jasno, że Google postanowiło kolejny raz zagrać nam na nosie - i (jak to zwykle bywa) zrobiło to niejako za naszymi plecami. O ile bowiem zapowiedzi Matta Cuttsa o walce z nielegalnymi praktykami publikowane są z dużym hukiem, o tyle modyfikacje realnie wpływające na ranking przechodzą bez echa. Ba! Wprowadzane są po cichu (jak choćby modyfikowanie przez Google tytułów stron czy zwiększenie znaczenia linków brandowych, o czym w społeczności SEO Google poinformowali sami pozycjonerzy).

O tym, że głównym zadaniem Matta Cuttsa jest tworzenie "zasłony dymnej" i odwracanie uwagi od faktycznych poczynań Google, pisało już wielu i nie jest to tajemnicą. Zdaje się jednak, że rozbieżności pomiędzy oficjalnym stanowiskiem właścicieli najpopularniejszej wyszukiwarki a ich realnymi działaniami, są o wiele większe niż można by przypuszczać.

Co to oznacza dla branży? Cóż, jak zwykle pozostajemy zdani na siebie i na własne obserwacje. Oficjalne informacje warto oczywiście śledzić, ale traktowanie ich jak wyroczni byłoby potwornym nieporozumieniem. Co zostało udowodnione po raz kolejny.

W kontekście ostatnich zmian w zapisach "Pomocy" Narzędzi Dla Webmasterów, warto postawić sobie jednak kluczowe pytanie. Jak roboty Google poradzą sobie z oceną treści na witrynach? Owszem, od tego jest już Panda, ale dotąd uwaga wielu osób koncentrowała się bardziej na zmianach związanych z Pingwinem i oceną wartości odnośników kierujących do strony. A patrząc na spam w SERPach trudno oprzeć się wrażeniu, że Panda sobie z oceną treści nie radzi na tyle, by stała się jednym z ważniejszych wyznaczników dla tworzenia rankingu stron w Google.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza