Kopiowanie własności intelektualnej (a taką niewątpliwie jest stworzony samodzielnie opis na potrzeby strony internetowej) jest rzecz jasna łamaniem praw autorskich. Niestety wiele osób/firm ma to kompletnie w nosie. Pół biedy, gdy po przeczytaniu jakiegoś artykułu postanowią na jego podstawie stworzyć własny. Gorzej, gdy posuwają się do
granic bezczelności kopiując np. 80% treści z jakiejś witryny i wrzucając ją do siebie. Oczywiście bez wskazania źródła, o spytaniu o zgodę nie wspominając.
Jako osoba opiekująca się stronami www moich Klientów (a stron tych jest sporo) nie jeden już raz zetknęłam się z sytuacją, w której skradziony został np. opis oferty. Zawsze wówczas reaguję, kontaktując się z właścicielem serwisu i żądając zmiany treści (przy okazji uprzejmie uprzedzając, że brak modyfikacji poskutkuje zgłoszeniem o plagiat). Jeśli to nie pomaga, sprawa wędruje do Google.
Różne rzeczy generalnie już widziałam, zwykle w przypadku wykrycia duplikatu ilość skopiowanego tekstu oscyluje w granicach 20%-40%. Jednak ostatnio doznałam prawdziwego wstrząsu widząc, że skradziono
88% treści, a strona pewnego gabinetu stomatologicznego jest pod względem tekstu w zasadzie
kalką serwisu mojej Klientki! Z miejsca krew mnie zalała i rozpoczęłam działania, które - mam nadzieję - doprowadzą do usunięcia z indeksu witryny złodzieja (bo innego słowa na tę osobę jakoś nie jestem w stanie znaleźć).
No dobrze, ale jak właściwie wykryć takie duplikaty? Metody są różne. U mnie w firmie korzystamy ze starego, dobrego
Copyscape:
Wystarczy podać adres strony w przeznaczonym do tego polu, by otrzymać zwrotną informację odnośnie wykrytych duplikatów. Jeśli jakieś zostaną znalezione, Copyscape automatycznie poda nam dodatkowe dane: zaznaczone kolorem fragmenty, które są identyczne z pierwowzorem, a także liczbę skopiowanych słów, a nawet dane w procentach odnoszące się do ilości powielonych materiałów.
Korzystając z tego narzędzia musimy mieć jednak na uwadze dwie kwestie:
- podając adres domeny, Copyscape skupi się na skanowaniu strony głównej. A zatem jeśli chcemy być pewni, że tekst z podstron nie został skradziony, musimy dodatkowo w polu wyszukiwania podać adres interesującej nas podstrony;
- Copyscape w wersji bezpłatnej ma swoje ograniczenia i pozwala na przeprowadzenie 20 wyszukiwań w miesiącu. Można jednak wykupić dodatkowe "punkty", które tę liczbę znacznie zwiększają (nie są to jakieś zabójcze kwoty i osobiście jestem zdania, że warto w nie zainwestować)
Okej, załóżmy, że znaleźliśmy witrynę, która skopiowała od nas treść. Co teraz?
- możemy wysłać maila lub skontaktować się telefonicznie z właścicielem strony i grzecznie (lecz stanowczo) zażądać usunięcia duplikatów, podając konkretny termin na załatwienie sprawy;
- jeśli powyższe nie poskutkuje (albo jesteśmy doprowadzeni do ostateczności, bo skradziono nam np. 90% tekstów) możemy załatwić sprawę bezpośrednio w Google.
Do zgłaszania skradzionych materiałów służy ten oto
formularz:

Wybieramy teraz kolejno:
- zobacz więcej usług
- teraz wskazujemy rodzaj skradzionej treści
- potwierdzamy "znalezione przeze mnie materiały mogą naruszać prawa autorskie"
- potwierdzamy, że jesteśmy właścicielami treści lub też reprezentujemy osobę, która jest ich autorem
- wybieramy opcję "inny"
- klikamy w link o wdzięcznej nazwie "ten formularz"
Teraz czeka nas nieco pracy, ale warto ją wykonać. Musimy wypełnić formularz zgłoszeniowy, podając swoje dane (imię i nazwisko, nazwę firmy), a także wskazać:
- przykład skradzionej treści (wklejamy np. kilka zdań, które zostały powielone na innej witrynie i dodajemy link do naszej strony, na której te zdania są umieszczone; jeśli ukradziono nam teksty z kilku podstron, musimy podać przykład z każdej z nich - uwaga na ograniczenie w formularzu do 1000 znaków!)
- adresy stron, na których znaleźliśmy duplikaty (wskazujemy konkretne podstrony - można ich dodać dowolną ilość, więc jeśli czyjś serwis ma 10 podstron z ukradzionym od nas tekstem, twardo wymieniamy wszystkie 10 adresów)
Podpisujemy się i zaznaczamy pola potwierdzające, że działamy w słusznej sprawie, jesteśmy przekonani o tym, że skradziono wskazane w formularzu materiały i nie mamy zamiaru nikogo wprowadzać w błąd. Raz jeszcze podajemy imię i nazwisko (traktowane jest jako podpis cyfrowy) i wysyłamy zgłoszenie.
Z mojego doświadczenia wynika, że
Google poważnie traktuje łamanie praw autorskich. Kilka witryn, które pomimo kontaktu z mojej strony nie miało zamiaru zmienić treści skradzionych ze stron moich Klientów, zostało już
usuniętych z indeksu wyszukiwarki. Warto zatem walczyć o swoje i gorąco Was do tego zachęcam. Zwłaszcza, że zwykle samo wspomnienie o zgłoszeniu sprawy Google działa na złodziei treści dopingująco i wystarcza do tego, by pozbyć się duplikatów.
[
część druga na temat walki ze złodziejami treści]