wtorek, 31 maja 2016

Odpowiedzi na trudne (?) pytania Klientów

wściekły Klient
Od czasu, gdy do zabawy SEOwców w promowanie stron dołączyły algorytmy Google, branża musiała zmienić swoje podejście do tzw. pozycjonowania, a także własne metody pracy. Pozyskiwanie na tony odnośników (z byle jakich źródeł), to już przeszłość. Kiedyś owszem - dawało to niezłe wyniki. Po przejściu pierwszego Pingwina wynik w wielu przypadkach był już tylko jeden - gwałtowny spadek strony w SERP.

Podejście zatem się zmieniło, czego wielu Klientów nie jest w stanie zrozumieć. I trudno mieć do nich o to pretensje (no, ewentualnie o formę, w jakiej wyrażają swoje niezadowolenie z pracy firmy SEO). Najczęściej spotykam się z dwoma pytaniami, które Klientom spędzają sen z powiek:

1. Pani, dlaczego tak drogo?! [tu muszę przy okazji zaznaczyć, że nie stosuję stawek "zaporowych" i staram się promować strony na tyle tanio, żeby Klient nie poszedł z torbami, a jednocześnie na tyle "drogo", by po przeznaczeniu środków otrzymanych od właściciela serwisu na jego sensowną promocję, coś mi jednak w kieszeni zostało. Tu szeroko uśmiecham się na myśl o ukochanym ZUS]
2. Pani, to już trzeci/czwarty/piąty miesiąc, od kiedy zawarliśmy umowę, a wyniki takie słabe!

Co do pytania numer jeden - drogo, bo promowanie stron w Internecie po prostu zaczęło być kosmicznie drogie po uruchomieniu przez Google algorytmów. W czasach "przedpingwinowych" w szybkim czasie i stosunkowo małym kosztem, można było zdziałać cuda. To się jednak skończyło, co z pewnością nie uszczęśliwiło ani branży, ani Klientów, ale za to poprawiło jakość stron górujących w SERP na najbardziej konkurencyjne frazy. No w porządku, nie zawsze, ale wyjątki potwierdzają regułę, a Google ze spamem wciąż walczy i osobiście gorąco mu kibicuję.

Metod promocji mamy wiele, z czego większość po prostu kosztuje. Dajmy na to wartościowe katalogi (naprawdę wartościowe, których wskaźników TR może pozazdrościć wiele serwisów o zupełnie innej tematyce). Za wpisy w takich katalogach się płaci i nie są to wcale małe kwoty. Oczywiście można od razu rozpocząć tutaj dyskusję czy płacenie za odnośniki nie jest sprzeczne z wytycznymi dla Webmasterów, ale bądźmy realistami. Link z wartościowego katalogu warto mieć, a poza tym jeszcze nie spotkałam się z karą ręczną za odnośnik umieszczony na przykład w katalogu Wirtualnej Polski, Onetu czy Interii.

Kolejna sprawa to artykuły sponsorowane, wykorzystywane chętnie i radośnie nie tylko w Internecie. Taka forma reklamy to naprawdę wysokie koszty. Pomijam czas poświęcony na zebranie ciekawych informacji i napisanie tekstu, ale jego publikacja w renomowanym portalu... Hoho! Tu dopiero zaczynają się schody, bo stawki niektórych takich serwisów są zaporowe. A wiadomo, że wartościowego artykułu poświęconego na przykład depresji, nie będziemy usiłowali opublikować na blogu o średniej "odwiedzalności", na dodatek skupiającego się na, dajmy na to, zdrowym odżywianiu.

Dużą rolę odgrywa też czas poświęcony na promowanie strony. Jej dogłębna analiza, wprowadzanie poprawek w treści (bądź ich rekomendowanie Klientowi), eksperymentowanie z tagami META w celu sprawdzenia, które "żrą", a które wręcz przeciwnie, pilnowanie profilu linków, szukanie porzuconych przez właścicieli domen z dobrą historią, które można by przejąć (czasem wylicytować na aukcji i tu znów kłaniają się koszty), w celu wykorzystania ich na potrzeby promocji serwisu i tym podobne i tak dalej. To wszystko trwa, poświęca się tym zajęciom dużo czasu, a to też kosztuje (ostatecznie Klient nie płaci za linki, tylko za pracę SEOwca - i choć może niektórym ciężko w to uwierzyć, to jednak pracownicy firm SEO nie spędzają połowy dnia na oglądaniu śmiesznych filmików na YouTube, tylko zasuwają jak małe maszynki, wyszukując kolejne sposoby na wypromowanie serwisu, którym się opiekują).

A pytanie numer 2? Odpowiedź znów jest prosta: potrzebny jest czas. Zbyt gwałtowne pozyskiwanie odnośników (tak uwielbiane przed rokiem 2011), może wydać się Google podejrzane (pomijam sytuacje, w których firma wprowadza nowy produkt czy ofertę, która jest na tyle innowacyjna bądź interesująca, że tematem zaczynają interesować się media i rozpisują się na jej temat, przy okazji linkując do wspomnianej strony). Wszystkie działania należy prowadzić z rozwagą i rozkładać je w czasie, zamiast (jak to było kiedyś), poświęcić dwa miesiące na dzikie podlinkowywanie strony, a przez kolejne - patrzeć tylko na szybujące w górę pozycje strony i pławić się w glorii i chwale. Jeśli coś ma być zrobione dobrze i z głową, a na dodatek strona jest promowana na frazy bardzo konkurencyjne, to nie da się uniknąć czekania na wyniki.

I na sam koniec - często sami Klienci rzucają firmom SEO kłody pod nogi, jednocześnie narzekając na brak efektów, a twardo i z uporem odmawiając wprowadzenia w serwisie absolutnie niezbędnych zmian (pomijam sytuacje, w których Klient nie płaci kolejny miesiąc z rzędu i robi awanturę, że wyników brak). Wybierają do promocji pojedyncze frazy o zabójczej konkurencyjności, jednocześnie nie oferując firmie SEO niczego, co pomogłoby w zrealizowaniu usługi (czy to danych dostępowych do ftp, Search Console, czy wreszcie wyrażeniu zgody na rozszerzenie opisów znajdujących się na stronie; przykład z życia wzięty - firma chce się promować na popularne słowo kluczowe, które w treści serwisu pojawia się raz. Skoro fraza ma być powiązana z faktyczną działalnością danego przedsiębiorstwa i jest dla niego tak istotna, wypadałoby jednak danemu produktowi czy usłudze poświęcić nieco miejsca - utworzyć osobą podstronę, elegancko ją opisać, dodać jakieś zdjęcia i tak dalej i tak dalej). 

Warto pamiętać też o sprawie chyba najważniejszej - stron nie tworzymy dla wyszukiwarki, tylko dla użytkowników. Bo nawet jeśli ktoś wyda ciężkie pieniądze i faktycznie pojawi się na wysokich miejscach w SERP (i to na pewno nie dzięki metodom White Hat czy nawet Gray Hat), to uboga merytorycznie witryna nie zachęci odwiedzających do tego, by zainteresowali się bliżej tym, co jej właściciel ma do zaoferowania. Nie mówiąc już o tym, że w końcu i Panda zwróci uwagę na ubogą wartość merytoryczną serwisu i szybko zdobyte TOP5 przejdzie do historii.

piątek, 25 marca 2016

Link Building w kolorze #CCC - niezbędnik pozycjonera

Darmowy e-book opracowany przez Martę Gryszko, poświęcony metodom pozycjonowania, to skarbnica wiedzy - zwłaszcza dla tych osób, które w branży SEO stawiają swoje pierwsze kroki. Ale i "starzy wyjadacze", którzy połamali sobie zęby na googlowskich Pandach i Pingwinach, też znajdą w nim ciekawe informacje. I nie tylko!

Bardzo dużą zaletą poradnika jest szczegółowe opisywanie wszystkich technik pozyskiwania linków, wraz z podaniem konkretnych przykładów. Jak podkreśla autorka, metody, o których mowa jest w "Link Building w kolorze #CCC", wykorzystuje w swojej pracy na co dzień. Są to zatem techniki nie tylko dokładnie sprawdzone i wielokrotnie przetestowane, ale - co istotne - przynoszące dobre efekty.

Co równie ważne, e-book został udostępniony czytelnikom bloga Marty 17-ego marca bieżącego roku, jest więc to naprawdę świeża dawka wiedzy.


Na 29 stronach poradnika, omówione zostały między innymi takie zagadnienia jak:
  • Aktualizacja niedziałających linków
  • Sposoby linkowania
  • Umiejętne wykorzystanie informacji prasowych (oczywiście pod kątem zdobycia odnośników)
  • Umieszczanie wpisów w katalogach stron
  • Wykorzystanie materiałów chronionych prawem autorskim do pozyskiwania linków
  • Metody pozyskiwania linków z tzw. silnych domen (między innymi .gov)
  • Analiza linków konkurencji
  • Linkbaiting (tworzenie treści, do których sami użytkownicy będą chętnie linkować) oraz egobaiting
  • Serwisy dziennikarstwa obywatelskiego jako źródła zdobywania odnośników
  • Umiejętne wykorzystanie dodatków na stronie


To oczywiście nie wszystkie zagadnienia, opisane w poradniku, ale trzeba przyznać, że już sama powyższa lista robi wrażenie i sugeruje, że z e-booka można się będzie wiele nauczyć. I faktycznie - można.


Choć z SEO zaprzyjaźniona jestem od 10 lat, z przyjemnością zapoznałam się z technikami opisanymi przez Martę, znajdując kilka ciekawych porad i wskazówek, które z chęcią wykorzystam w swojej pracy. Początkujący pozycjoner prawdopodobnie potraktuje ten podręcznik jako kopalnię skarbów i źródło nieograniczonych możliwości.

Co ważne - Marta nie promuje w swoim e-booku technik spamerskich, rozgraniczając informowanie od "zalewania śmieciowymi wiadomościami". Ci, którzy liczyli na szybki wgląd w metody hurtowego zdobywania linków do strony, z pewnością będą zawiedzeni. I dobrze, bo promować należy wiedzę, która pozwala pozyskać odnośniki w sposób, który Google aprobuje (linkbaiting, "upominanie się o swoje" w przypadku wykorzystania przez osoby trzecie materiałów z naszej strony), a w najgorszym razie toleruje (np. katalogi stron, których nie należy mylić z tępionymi przez wyszukiwarkę farmami linków).

Ostatnią kwestią, o której chciałabym wspomnieć, jest czytelność poradnika. Jasne sformułowania, dokładne omawianie poruszanych tematów. Język zrozumiały zarówno dla SEOwca z wieloletnim doświadczeniem, jak i początkującego pozycjonera. To duża zaleta poradnika, jakim jest "Link Building w kolorze #CCC". Wszyscy, którzy obawiali się, że nie zrozumieją przynajmniej połowy zawartych w nim treści, mogą więc odetchnąć z ulgą. To podręcznik, z którego korzysta się z przyjemnością i do którego zapewne nie jeden raz będzie się jeszcze wracać, dla ugruntowania swojej wiedzy lub przypomnienia sobie konkretnego zagadnienia. Oczywiście tak długo, jak opisane w nim techniki będą miały rację bytu. A potem? Znając Martę, przygotuje kolejną, aktualną publikację ;)


Poradnik Marty Gryszko można znaleźć na stronie http://www.lexy.com.pl/blog/darmowy-poradnik-o-link-buildingu

wtorek, 27 października 2015

Mózg Google rozpoczął pracę

BrainRank
A konkretnie do boju ruszył RankBrain, nowy googlowski twór, który zaczął działać w sieci kilka miesięcy temu. Jednak dopiero wczoraj (za pośrednictwem Bloomberg) świat Internautów miał okazję dowiedzieć się o jego istnieniu.

Za co odpowiada "RankującyMózg"? Okazuje się, że ten "byt" został zaopatrzony w sztuczną inteligencję, która ma mu ułatwić interpretowanie zapytań wpisywanych przez użytkowników w wyszukiwarkę Google. 

Kierować się ma on czymś na kształt "ludzkiego nosa" i "przeczuwać", co też użytkownik miał na myśli wklepując w Google np. "pomiar ciała". Może chodzić o wiele rzeczy - być może pytający chce wiedzieć, jak za pomocą centymetra krawieckiego obliczyć obwód tu i ówdzie? Może zaś szuka kalkulatora BMI? A może chodzi mu o nowoczesną wagę elektroniczną, która takiego pomiaru dokonuje, wyświetlając procentową ilość tkanki tłuszczowej, wagę stojącej na urządzeniu osoby, a na dodatek kalkulując również BMI? Odgadnięcie myśli człowieka wpisującego zapytania, może sprawić trudność także innemu człowiekowi, jak zatem poradzi sobie z tym zagadnieniem sztuczna inteligencja?

Trudno dziwić się zatem, że świat SEO poczuł się zaniepokojony, bo jeśli rankingi stron tworzone będą w oparciu o interpretację googlowskiego "Mózgu", SERP-y mogą przybrać zupełnie nowy kształt (przynajmniej dla tych zapytań, które są niejasne i nie do końca sprecyzowane). Jednak Gary Illyes z Google do tych obaw podchodzi z pobłażaniem twierdząc, że "magia SEO" nie powinna napotkać na trudności związane z działaniem RankBrain. I chyba ma rację, skoro od kilku miesięcy RB działa, a o żadnych hiobowych wieściach na temat spadków czy dziwnych odpowiedzi na zapytania wyszukiwarki, żaden SEOwiec dotąd nie napisał.

Powstaje pytanie - czy przed RB należy się jakoś bronić? Nie sądzę. Jedyne, co możemy zrobić, to tak dbać o content, by nawet najdziwniejsze zapytanie pasujące do naszej witryny, zasugerowało RB wskazanie właśnie na nią. Choć "kwiatki" z pewnością będą się jeszcze zdarzać. O tym, jak po wpisaniu kompletnie dziwnych haseł użytkownicy trafiają choćby na blogi SEO, wiele się w branży mówiło. I pewnie mówić będzie jeszcze długo.

sobota, 17 października 2015

Czego możemy spodziewać się po nowym Pingwinie?

Wiele wskazuje na to, że najnowsza aktualizacja algorytmu Pingwin rozpocznie buszowanie po sieci jeszcze w tym roku. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi, jakiej na Hangoucie G+ udzielił John Mueller. Stwierdził, że gdyby miał zgadywać kiedy update tego algorytmu będzie gotowy, postawiłby na najbliższe miesiące.

Dotychczas Pingwin najczęściej "wypuszczany" był w październiku. Czy to oznacza, że jeszcze w tym miesiącu możemy spodziewać się trzęsienia ziemi? Niekoniecznie, choć taką możliwość warto wziąć pod uwagę.

Jednak najważniejszą kwestią, jaką należy poruszyć podczas pisania o nowym Pingwinie, jest zapowiedź działania tego algorytmu w czasie rzeczywistym. Jeśli Google zrealizuje swoje plany, o wypuszczaniu Pingwina raz czy dwa razy do roku będziemy mogli zapomnieć. Działać on będzie bowiem cały czas (oczywiście odpowiednio uaktualniany), a zatem na bieżąco będzie analizował profile linków kierujących do poszczególnych stron internetowych.

Można zastanawiać się czy to dobra, czy zła wiadomość. Moim zdaniem - dobra. Dzięki takiemu systemowi pracy, być może:
  • uda się lepiej usunąć z SERP-ów strony będące zwykłym spamem;
  • łatwiej będzie poprawić pozycje witryn, które wcześniej straciły wysokie miejsca w SERP (pod warunkiem, że ich właściciele zrobią porządek z profilem linków);
  • SERP-y zyskają na przejrzystości, ponieważ strony promowane metodami spamerskimi, będą na bieżąco usuwane z wyników wyszukiwania.
Marzenie ściętej głowy? Niekoniecznie. Google coraz ostrzej podchodzi do metod, których nie akceptuje jako sposobów promowania witryn i ta determinacja zespołu odpowiadającego za porządek w SERP-ach, powinna wyjść na dobre wszystkim, którzy dotąd cierpieli z powodu nieuczciwych zagrywek konkurencji. Black Hat SEO wciąż ma się całkiem nieźle i doprowadza resztę branży do zgrzytania zębami, bo doprawdy zirytować może, że spamowanie - nienawidzone przez Google - jest w stanie wygrać z technikami akceptowanymi przez tę wyszukiwarkę.

Jeśli zatem wszystko pójdzie po myśli Google oraz osób, które starają się promować witryny metodami white (lub z niewielką domieszką grey), pojawi się wreszcie realna szansa na uporządkowanie wyników wyszukiwania i wywindowanie do góry tych stron, które faktycznie są wartościowe. Pod tym względem Pingwin stwarza znacznie większe nadzieje, niż drugi z najpopularniejszych algorytmów Google, czyli Panda. Na ile jednak całość "wypali", trudno wyrokować, bo nawet sami Googlarze przyznają, że zdarzają się im nieoczekiwane problemy techniczne, z powodu których realizacja pewnych planów musi zostać przesunięta w czasie.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Nowe szaty Google

alfabetDuet z Google, Sergey Brin i Larry Page, wkrótce zajmą się kierowaniem nową marką, która zastąpi dobrze nam znane Google Inc. Chodzi o Alphabet. 

Jak poinformował Page (we wpisie dostępnym na http://googleblog.blogspot.com/2015/08/google-alphabet.html), Alphabet ma za zadanie "ogarnąć" wszystkie googlowskie projekty i skupić je wokół siebie, jednocześnie dając im możliwość samodzielnego rozwoju. Będzie zatem nadzorował dotychczasowe serwisy i aplikacje, finansował je, a także dbał o powstawanie zupełnie nowych i, jak określił to sam Page, "szalonych" tworów. 

Rzeczywiście, jest czego pilnować. Google, poza wyszukiwarką numer 1 na świecie, wypuściło na przestrzeni lat przeglądarkę Chrome, przejęło YouTube, stworzyło system Android, powołało do życia Mapy Google i tym podobne i tak dalej. Konieczność zapanowania nad tym googlowskim "podwórkiem" i nadania mu przejrzystości, to główny argument przemawiający za powstaniem Alphabet Inc. A przynajmniej tak tłumaczy to Page.

Co te zmiany oznaczają dla użytkowników poszczególnych usług? Dowiemy się dopiero po oficjalnym zastąpieniu Google Inc. nową marką. Jeśli wszystko co na blogu napisał Page, uda się zrealizować, to nie powinniśmy obawiać się jakiegoś trzęsienia ziemi. A kto wie, może dzięki bardziej precyzyjnemu finansowaniu poszczególnych projektów, użytkownicy otrzymają sporo ciekawych funkcjonalności? Google nie można z pewnością zarzucić braku kreatywności i dobrych pomysłów, zatem pozostaje poczekać na zmiany i ufać, że przyniosą one wyłącznie korzyści dla użytkowników, a także przyczynią się do powołania nowych "cudów", z którymi userzy szybko się "zaprzyjaźnią".

Page nie podał dokładnej daty wdrożenia zmian, pozostaje nam zatem śledzenie jego wpisów, a także strony internetowej Alphabet, która dostępna jest pod adresem http://abc.xyz.

wtorek, 28 lipca 2015

Google+ spuszcza użytkowników "ze smyczy"

Jakiś czas temu pisałam o efektach integracji Google+ z innymi usługami Google. Najbardziej poirytowani byli użytkownicy YouTube'a, którzy by - jak zwykle - dodać komentarz pod filmem, zostali zmuszeni do założenia konta na Google+.


Wzbudziło to wśród wielu osób irytację, zresztą po własnym kanale "tubowym" widziałam, jak wielu ludzi subskrybujących mój kanał, zdecydowało się na skasowanie kont YT. Google chyba doszło wreszcie do wniosku, że integracja na tak dużą skalę, łącząca wszystkie googlowskie usługi, raczej stała się dla userów kamieniem u nogi, a nie ułatwieniem im życia.

Miło mi zatem poinformować, że Bradley Horowitz z Google zapowiedział zmiany w tym zakresie. W ciągu najbliższych miesięcy obowiązkowa integracja straci rację bytu, a G+ pozostanie tworem odrębnym, niezwiązanym zupełnie z innymi "zabawkami", które Googlarze oddali nam do dyspozycji.

Osobiście uważam to za rozsądne posunięcie, bo ostatecznie natura człowieka jest taka, że jeśli coś musi, to prawdopodobnie tego nie zrobi (i chyba stąd ta liczba spadków wśród moich subskrybentów, którzy właśnie w czasie wymuszonej integracji, opuścili YouTubowski przybytek).

Zyskać może na tym i sama platforma społecznościowa. Google+ przestanie być kojarzone z miejscem, do którego należeć trzeba, jeśli chce się (trzymam się przykładu YT) napisać komentarz pod filmikiem. 

Kto wie, może G+ wprowadzi rozwiązania dla swoich użytkowników, które sprawią, że serwis zacznie być częściej odwiedzany, a ludzie będą się w nim rejestrowali z własnej chęci, a nie z musu? 

Uważam, że to dobre posunięcie i Googlarzom kłaniam się w pas, przypominając słowa, które  oni sami powtarzają niczym mantrę: jeśli serwis jest dobry, merytoryczny i oferuje użytkownikom coś ciekawego, to nie ma potrzeby kombinowania w celu zwiększenia ruchu.


informację podał Bradley Horowitz (za pośrednictwem G+ rzecz jasna)

czwartek, 23 lipca 2015

Doczekaliśmy się - ruszyła nowa Panda

panda
Google oficjalnie potwierdziło, że w miniony weekend (a dokładnie 18.07.2015), uruchomiona została nowa wersja algorytmu Panda (odpowiedzialnego za jakość treści publikowanych na stronach). Fakt, że branża nie podniosła jeszcze alarmu, wynika z prozaicznej przyczyny - działanie Pandy 4.2. ma być rozłożone w czasie. "Przebrnięcie" przez sieć i uporządkowanie SERP-ów może jej zająć nawet kilka miesięcy.

Na ten update czekaliśmy prawie 10 miesięcy, a z wypowiedzi Googlarzy wynikało, że przesuwany był on w czasie między innymi z powodów technicznych. Być może z tym związany jest również fakt, że skutki Pandy odczujemy dopiero za wiele tygodni, a sam algorytm najprawdopodobniej nie uderzy z taką siłą, jak jego poprzednie wersje (których efekty można było zauważyć niemal natychmiast po "wypuszczeniu" nowej wersji "googlowskiego zwierzaka").

Wiele osób z branży z utęsknieniem wyczekiwało nowej Pandy, licząc na skuteczniejsze oczyszczenie SERP ze zduplikowanej treści i ze stron o niskiej zawartości merytorycznej. Inni z kolei mieli nadzieję, że ich strony - ukarane wcześniej - teraz odzyskają utracone pozycje w wynikach wyszukiwania. 

A jak będzie?

Czy Panda 4.2. okaże się bezlitosna dla śmieciowych stron? Oby. Nietrudno wciąż znaleźć w SERP witryny, będące typowymi zapleczami, zapchanymi "pod sufit" słowami kluczowymi. Dobry conent, choć broni się nieźle, niestety nie zawsze wygrywa z tego typu serwisami. Pozostaje zatem liczyć na to, że choć nowa Panda będzie przez sieć brnęła powoli, to jednocześnie zrobi to skutecznie, ubijając strony zaśmiecające wyniki wyszukiwania. Ale czy ta teoria sprawdzi się w praktyce - o tym przekonamy się najprawdopodobniej za kilka miesięcy i wówczas można będzie wyciągnąć wnioski z aktualizacji tego algorytmu. Zatem pożyjemy, zobaczymy.